wtorek, 12 stycznia 2016

"Dom Królów" w Elblągu. Od pirata do magnata.

W lutym 1454 roku rozpoczęło się powstanie pruskie przeciwko zakonowi krzyżackiemu, zainicjowane przez Związek Pruski, które w konsekwencji doprowadziło do wybuchu wojny trzynastoletniej pomiędzy Zakonem a Koroną Królestwa Polskiego. 4 lutego Tajna Rada Związku Pruskiego wysłała do Malborka pismo wypowiadające posłuszeństwo wielkiemu mistrzowi Ludwigowi von Erlichshausen powołując się na prawo oporu z powodu niezapewnienia wymiaru sprawiedliwości i bezpieczeństwa poddanym. Akt ten opieczętował Hans von Beisen oraz Stare Miasto Toruń. 6 lutego ruszyło zbrojne powstanie - zaatakowano zamek w Toruniu i zajęto "po cichu" wielki młyn w Gdańsku a następnego dnia poinformowano o tym fakcie załogę zamku. 12 lutego,po kilkudniowym obleganiu i "wymianie ognia", w Elblągu zdobyto zamek krzyżacki, którego obroną dowodził komtur domowy Piotr Steynwer. Atakującym udało się wzniecić pożar w zamkowych spichlerzach. Steynwer opuścił zamek razem z całą załogą i konwentem - komturia elbląska została przeniesiona do Pasłęka. Mieszczanie w zasadzie od razu przystąpili do rozbiórki zamku, traktując go jak magazyn cegieł. Pozostały majątek ruchomy również zostaje przejęty i w ten sposób relikwie Krzyża Świętego sprowadzone do Elbląga w połowie XIII wieku, umieszczone w zamkowej kaplicy, trafiają do kościoła św. Mikołaja, gdzie przebywają po dzień dzisiejszy.


Fragmenty Krzyża Świętego znajdowały się w zdobionym kosztownymi kamieniami i perłami relikwiarzu mającym kształt krzyża, ufundowanym przez Zakon Krzyżacki około 1400 r. 
2 lutego 1944 r. został uszkodzony w trakcie pożaru świątyni, który miał miejsce, jednakże po trzydziestu latach dokonano jego rekonstrukcji i konserwacji.
Powstanie Związku Pruskiego doprowadza do szybkiego opanowania prawie całych Prus - w rękach krzyżackich zostają Chojnice, Malbork, Sztum. Wysłano delegację do króla Kazimierza Jagiellończyka, która w dniach 20-23 lutego 1454 roku zadeklarowała oddanie całych Prus pod panowanie Korony. 

Akt oddania się stanów pruskich królowi Polski Kazimierzowi IV Jagiellończykowi i Koronie Królestwa Polskiego, 15 kwietnia 1454 roku


Akt inkorporacyjny razem z wypowiedzeniem wojny Zakonowi wystawiony został 6 marca (Środa popielcowa), z tym że wypowiedzenie wojny antydatowane zostało  na 22 lutego aby ukryć fakt wcześniejszych rokowań z poselstwem stanów pruskich, które przybyło do Krakowa 15 lutego, a przyjęte przez króla zostało 20 lutego na uroczystej audiencji, podczas której Jan Bażyński złożył doniosłą prośbę o przejęcie władzy przez Kazimierza Jagiellończyka nad całymi Prusami.(Mowa Bażyńskiego według Długosza) Wyniki układów krakowskich musiały zostać jeszcze zaakceptowane przez stany pruskie, co nastąpiło w połowie kwietnia 1454 r. w Toruniu. Wówczas to przedstawiciele stanów złożyli przysięgi na dotrzymanie układów i złożenie hołdu po przybyciu króla do Prus - na ręce reprezentantów władcy z kanclerzem Janem Koniecpolskim na czele. Obsadzono również urzędy nowo utworzonych województw przedstawicielami możnowładców pruskich na czele z Bażyńskimi. Dopiero po tych wydarzeniach, akt wypowiedzenia wojny przez Koronę Zakonowi, 20 kwietnia 1454 roku został dostarczony na ręce wielkiego mistrza krzyżackiego w oblężonym już Malborku.


Akt inkorporacji Prus do Polski wystawiony przez Kazimierza Jagiellończyka 6 marca 1454 r.



Do Elbląga król Kazimierz Jagiellończyk przybył 8 czerwca 1454 roku, gdzie 10 czerwca przyjął hołd jaki złożyli mu biskupi:chełmiński, sambijski i pomezański, oprócz biskupa warmińskiego, Franciszka Kuhnschmalza, który przebywał w obleganym zamku malborskim. Dzień później król odebrał hołd od reprezentantów ziemi elbląskiej i warmińskiej oraz kapituły. Zamieszkał wtedy prawdopodobnie w ratuszu miejskim, jako, że w tamtych czasach było to powszechnie stosowaną praktyką. Natomiast jako swoją główną siedzibę na czas wojny obrał Toruń. 
Tak rozpoczął się trzynastoletni okres wyjątkowo kosztownych zmagań z Krzyżakami. Akt inkorporacyjny zatwierdzał wszystkie posiadane przez stany pruskie przywileje oraz znosił uciążliwe obciążenia, zwłaszcza cło funtowe, opłaty celne, egzekwowanie tzw. prawa nadbrzeżnego oraz opłatę w bydle zwaną narzazem.
"Aby zaś w tych pierwszych chwilach, daj Boże szczęśliwych, swego poddania się nam i naszego przyjęcia odczuli, że na wszystkich i na każdego z osobna rozciąga się prawica naszej szczodrobliwości, życzliwości i sprawiedliwości, oraz aby poznali, że ze zmianą władców zmieniono także i usunięto ucisk: z naszej królewskiej hojności usuwamy, uchylamy i znosimy opłatę w mowie potocznej zwaną funtcolem, jak też i wszystkie cła na wodach i ziemi, wprowadzone gdziekolwiek tylko na ziemiach pruskich na mocy nowego lub dawnego zarządzenia. Znosimy również na ziemiach Pomorza podatek, czyli daninę, która nazywała się wieprz albo narzaz według starego ustanowienia książąt polskich. Na wsze czasy uchylamy, darowujemy i odpuszczamy świadczenie tych podatków: przenigdy ani my, ani nasi następcy królowie polscy z żadnej przyczyny i przy żadnej sposobności nie wprowadzimy tego świadczenia, ani go nie nałożymy."


Zapewniał też swobodę handlu dla kupiectwa pruskiego choć z zaznaczeniem praw miast koronnych. Regulował też sprawy namiestnictwa, sejmików, urzędów i praw sądowych.  Kazimierz Jagiellończyk zezwolił stanom miast pruskich - na czas wojny(1454-1466) -  bić własną monetę z imieniem królewskim w Elblągu, Gdańsku, Toruniu i Królewcu. 


“Bicie monety, mającej słuszną i wierną próbę i ciężar, uszlachetnia i użyźnia każdą ziemię. Postanawiamy przeto, aby jedynie na czas obecnej wojny kosztem wymienionych rycerzy i mieszczan wspomnianych ziem bito monetę wierną i słuszną, zawierającą naszą podobiznę i napis naszej godności, a to w czterech miastach, mianowicie w Toruniu, Gdańsku, Elblągu i Królewcu. A gdy da Bóg, nastąpi pokój, należy ją bić – bez uszczerbku dla przywileju miasta Torunia - na nasz koszt królewski jedynie w Toruniu i Gdańsku, z zastrzeżeniem jednak, że sama moneta nie pomniejszy się w wadze, ziarnie i w należnej próbie..”
       8 czerwca 1457   Kazimierz Jagiellończyk z wielką paradą wjechał na dziedziniec niezdobytej twierdzy malborskiej. Dodać należy, że zamek malborski został przez niego zakupiony [sic] od wojsk zaciężnych, którym Krzyżacy przestali płacić. Suma była nie mała, zresztą jak też dotychczasowe koszta konfliktu, więc król musiał szukać środków poza skarbcem. Musiał znaleźć kogoś, kto da mu kredyt - mówiąc najprościej. Od 1 maja bawił już w Gdańsku przyjmując hołd rycerski i mieszczan oraz wydając wielkie przywileje dla mieszkańców miasta. W sierpniu tego samego roku (26.08.1457) wydał tzw. Wielki Przywilej dla miast: Torunia, Gdańska i Elbląga, zapewniający znaczne posiadłości ziemskie, prawo składu, prawo mennicze i szerokie swobody samorządowe. 


W tym miejscu, po długim wstępie, docieramy do interesującego na dokumentu. Elbląg za aktywny udział w Wojnie Trzynastoletniej otrzymuje od króla Kazimierza Jagiellończyka tzw. Wielki Przywilej. Przywilej ten m.in.w znacznym stopniu rozszerzył posiadłości ziemskie Elbląga o ziemie
komtura elbląskiego, które w późniejszym okresie stały się podstawą prawie połowy wartości dochodów miasta. Potwierdził także nabyte wcześniej prawa i przywileje miasta. Znalazł się tam też taki oto zapis:
"Także winni oni [rada miasta z gminą Starego Miasta] zbudować dla nas i naszej królowej i następców dwór i komnatę i w godności je utrzymywać i nas tam i naszą królową i następców w siano i drewno zaopatrywać, kiedy my albo oni przybędziemy"
Miejsce godne króla nie powstało od razu, gdyż ówcześni włodarze miasta Elbląg nie palili się do wypełnienia królewskiego nakazu. Ilekroć jakiś wysoko postawiony dworzanin zapowiadał swoje przybycie do Elbląga, goszczony był w domach najdostojniejszych i najbogatszych mieszczan. 
Już wtedy dbano o najwyższe standardy i oferowano odwiedzającym dokładnie to, czego oni potrzebowali łącznie z wybiciem przejścia między nigdy wcześniej nie połączonymi kamienicami po to, by można się było między nimi wygodnie przemieszczać. Jednak można śmiało stwierdzić, że nie pobudowano specjalnie dla króla osobnego przybytku - po prostu ostatecznie wykorzystano istniejący już budynek. Oczywiście odpowiednio bogaty i "robiący wrażenie". Do historii przeszedł pod nazwą "Dom Królów". Ale po kolei.
Parcela, dosyć szeroka, o froncie od strony Starego Rynku, mającym około 10,5 m, z biegiem lat, została powiększona od południa o niską dobudówkę zlicowaną z przedprożami ul. Masztowej. Do budynku głównego należała jeszcze skierowana frontem do ul. Masztowej oficyna wraz z małym dziedzińcem i zgromadzonymi wokół niego zabudowaniami gospodarczymi. Zrozumiałe jest, że rozległa posesja od najdawniejszych czasów była szacowana jako równowartość dwóch normalnych działek. Już w 2 połowie XIV w. stanowiła ona własność patrycjuszowskiej rodziny Hervorden.
Herworden (ród) – to stary ród elbląski. Przedstawiciele tej rodziny przez długi okres bo w latach 1359-1421 zasiadali w radzie Starego Miasta Elbląga. Dwóch z nich : Johannes i Lifard II osiągnął najwyższą, godność miejską – urząd burmistrzowski. Johannes von Hervorden rajcą został w 1373 roku i funkcję tę pełnił do 1383 r., kiedy wybrany został burmistrzem. Jako rajca reprezentował Stare Miasto Elbląg w 1379 r. na zjeździe pruskim. W 1385, a następnie 1394 r. – już jako burmistrz brał udział w zjazdach Hanzy. Był również dowódcą oddziału elbląskiego wyprawy w 1390 r. Urząd burmistrzowski pełnił do śmierci w 1398 r. Więcej informacji posiadamy o kolejnym burmistrzu tej rodziny. Lifard II wszedł w skład Rady Starego Miasta Elbląga w 1398 r. Jako rajca a potem burmistrz wykazał się znaczną aktywnością polityczną. Dwukrotnie w roku 1390 i 1403 dowodził oddziałem elbląskim w wyprawach wojennych oraz dwukrotnie (1399 i 1404 r.) był szafarzem. Jako rajca pełnił prestiżową funkcję prowizora kościoła św. Mikołaja. Istotną rolę odegrał w przygotowaniu układu angielsko-pruskiego, który przywrócił (zaostrzone od 1376 r.) kontakty handlowe prusko-angielskie. W latach 1406-1419 dwanaście razy reprezentował swe miasto na zjazdach miast i stanów pruskich. W 1416 roku brał udział w zjeździe Hanzy w Lubece. Zmarł w 1421 roku.                                 
http://historia.bibliotekaelblaska.pl/biogram/herworden-rod

Średniowieczna kamienica posiadała okazałą architekturę z dekoracyjnymi wnękami gotyckimi.
W sieni oficyny od strony ul. Masztowej na ścianie zachodniej znajdowały się dwie wnęki ostrołukowe. Około połowy XVI w. właścicielami posesji byli Piotr (pełniący w 1531 roku funkcję wójta), a następnie Jan Schiessenteuberowie. Kolejnemu właścicielowi (od ok.1590), Mikołajowi Fischerowi przypisuje się przebudowanie budynku w stylu renesansowym w roku 1599 i ta data została upamiętniona na chorągiewce kamienicy. Forma przebudowy nawiązywała do modnego wówczas stylu manieryzmu niderlandzkiego.
  Nad wysoką, reprezentacyjną sienią wznosiły się jeszcze dwie kondygnacje mieszkalne. Czy fasada, jako dawniej gotycka, została po przebudowie natychmiast otynkowana, czy też została utrzymana w cegle i zaopatrzona w międzykondygnacyjne kamienne belkowania tudzież nadokienne łęki oraz inne elementy charakterystyczne dla fasad tego typu - nie wiadomo. Wieńczył kamienicę okazały szczyt dwukondygnacjowy o urozmaiconej linii kamiennych obrzeży, z wewnętrznymi podziałami; w kondygnacji dolnej trzy okna poddasza, w górnej - jedno między dwiema wnękami. Niejasno przedstawia się sprawa portalu: jakkolwiek niektóre jego części, na przykład cokoły, kolumny i belkowania - mogą pochodzić z 1599 r., a nawet jeszcze z lat sześćdziesiątych lub siedemdziesiątych XVI w., to jednak elementy wieńczące belkowanie, a zwłaszcza nadświetle, wskazywałyby na znacznie późniejszy czas powstania, a w najlepszym razie na pierwszą ćwierć XVII w. Nie jest wszakże wykluczone, że portal mógł mieć dwa etapy budowy.                                                                                                                Rocznik Elbląski. 
Początek XVII wieku przyniósł pewne zawirowanie w kwestiach własności kamienicy. Z jednej bowiem strony przyjmuje się, że po Mikołaju Ficher właścicielem został Piotr Spiring, który po śmierci Mikołaja w 1619 odkupił nieruchomość od wdowy Elżbiety, z domu Nimsgar. Z drugiej strony zaś dokumenty archiwalne sugerują, że uprzednio w 1612 r. nabył ją niejaki Robert Schlotte, a jeszcze w 1622 r. Andrzej Nachbar. Niemniej wiadomo na pewno, że w roku 1631 właścicielem kamienicy był Piotr Spiring (Spiering). 
Rodzina Spiringów była bogatą rodziną holenderską, wywodzącą się z miasta Delft, osiadłą w Elblągu przynajmniej od 1627 roku. Ciekawy jest sposób w jaki trafili w te okolice - historia jak z filmu: od pirata do magnata.
Spieringowie przyjechali do Gdańska aby odzyskać 15 tysięcy dukatów, jakie pozostawił w spadku mieszkający w tym mieście krewny matki, Christian Duyst. Można sobie ich zdziwienie, gdy dowiedzieli się, że nikt inny jak sam  król Zygmunt III Waza przejął te pieniądze twierdząc, iż to właśnie jemu Duyst zapisał swój majątek. Spieringowie się nie poddali i interweniowali w tej sprawie w Holandii, u króla Dani oraz na końcu, u króla Szwecji. W sumie nic nie zdziałali, jednak ten ostatni szykował się właśnie do nowego najazdu na Polskę, postanowił więc, że przy okazji zatargu, ugra coś dla siebie. Piotr Spiering w 1623 roku otrzymał od Gustawa Adolfa list kaperski [sic!] i pod pozorem odzyskania majątku rozpoczął bezlitosne łupienie statków należących do gdańskich kupców.
 po tym jak Szwedzi opanowali Polskę, bracia osiedlili się w Elblągu i Piławie, otrzymując wysokie stanowiska. Piotr został poborcą ceł w Piławie, a w Elblągu nabył właśnie obszerną kamienicę przy Starym Rynku. Z czasem przekazał urząd i kamienicę najmłodszemu z braci Izaakowi. Ten szybko bogacił się służąc najpierw Szwedom, a po pokoju w Sztumskiej Wsi królowi polskiemu. 
W 1634 r. jako właściciel domu występował już Izaak Spiring, wiemy o tym, ponieważ wpłacił wtedy Radzie Miejskiej miejskiej 60 talarów tytułem zezwolenia na doprowadzenie od miejskiej pompy wody rurami do swego domu celem zainstalowania tam... fontanny [sic!].
Luksus w domu tym panować musiał nie byle jaki, skoro w zamian za zwolnienie właścicieli od służby ratowniczej i przymusowych kwaterunków dom ten umową z 8/18 II 1636 r. został obciążony zaszczytnym obowiązkiem goszczenia w swoich progach odwiedzających Elbląg królów. Obowiązek ten został zdjęty dopiero 5 I 1914 r.
Już w dniach 11-15 II 1636 r. w domu Spiringa zamieszkiwał król Władysław IV. 
Po drugim już w historii poddaniu się bez walki Szwedom Elbląg chciał przebłagać polskiego króla, goszcząc go po królewsku. Niestety, miasto nie posiadało odpowiedniego dworu. Jedynie bogato urządzona kamienica Spieringa, przy Starym Rynku 14 spełniała te wymogi. Za zwolnienie przez Radę z ze służby wartowniczej i przymusowych kwaterunków Izaak Spiring zgodził się przyjąć króla. Dzięki tej wizycie zyskał o wiele więcej niż "tylko" przywileje od miasta. Król nadał mu wieś Gronowo Elbląskie i olbrzymie przywileje związane z pełnionym urzędem poborcy celnego.
 Dom Spiringa odtąd gościł już wszystkich królów i wysłanników królewskich do Elbląga. Sam Izaak Spiring zajął się działalnością bankierską, pożyczając pieniądze na procent, również Radzie Elbląga. Osiągnął takie bogactwo, że zaoferował królowi sfinansowanie przekopu w Białej Górze k. Sztumu i skierowania głównego koryta Wisły do Elbląga, aby w ten sposób upokorzyć buntujący się Gdańsk. 
Wisienką na torcie była nazwa ulicy utworzona od jego nazwiska - Spiringrstasse - po raz pierwszy utworzona odosobowo. Po śmierci Władysława IV Elbląd powoli zaczął podupadać gospodarczo i Izaak Spiring opuścił miasto i wrócił do rodzinnych Delft gdzie zmarł w 1655 roku.


Kolejni właściciele i koronowane głowy:
  • 24-26 II 1645 roku królowa Ludwika Maria. - Spiering
  • w okresie najazdu szwedzkiego w początkach maja 1656 r - król szwedzki Karol Gustaw - wdowa po Izaaku Spieringu, Katarzyna, z domu Pilgrim
  • syn Izaaka i Katarzyny - Piotr Spiring
  • niejaki Hahn
  • maj 1703 roku -  króla August II -  burgrabia i burmistrz Jakub Roule
  • grudzień 1703 -  król szwedzki Karol XII - Jakub Roule
  • od września 1704 r. do końca 1705 roku - król Stanisław Leszczyński -Jakub Roule
  • Michał Harn
  • wdowa po Harnie Katarzyna Gertruda, z domu Jungschultz
  • 1735 r. Jakub Kawerau, przypuszczalnie stronnik króla Stanisława Leszczyńskiego w wojnie sukcesyjnej w latach 1733-1734
  • 1756-1765 posesja należała do Karola Ernesta Ramseya młodszego (rajca, później burmistrz i burgrabia
  • 1773 rok - król pruski Fryderyk II - Krystian Bogumił Ebert (1765r. nabycie)
  • 1775 r . kupiec Jakub Convent
  • 1776 r. Abraham Grübnau (1740-1823), zasłużony elbląski kolekcjoner i historyk
  • od 1818 r właściciel hurtowni win Piotr Henryk Müllera i jego spadkobiercy, przede wszystkim Jan Gotfryd Müller (od 1836 do 1848)
  • Kolejne etapy przebudowy Domu Królewskiego można datować, jak wspomniano, jedynie hipotetycznie. Tak więc portal powstał lub został przebudowany najwcześniej w pierwszej połowie XVII w.; najpóźniej w pierwszej połowie XVIII w. powstała dobudówka od strony ulicy Masztowej (Spieringstrasse), a także zostało rozbudowane przedproże, które otrzymało piękną, delikatną w rysunku barokową kratę balustrawową uważaną za najstarszą ze znanych na terenie Elbląga krat przedprożowych. Zapewne w XVIII w. przebudowano także XVII-wieczną oficynę, którą od strony ul. Masztowej zaopatrzono w przyziemiu w dwie wielkie koszowe arkady wsparte na jednym filarze - wszystko wykonano z kamienia i drobnej cegły , tzw. holenderki. Nie wiadomo obecnie, czy chodziło tutaj o uzyskanie lepszego powiązania wnętrz przyziemia oficyny z wzniesioną przed nią dobudówką, czy też raczej o uzyskanie szerokiego wjazdu na dziedziniec. 
    Najpóźniej w I połowie XIX w., choć równie dobrze mogło to mieć miejsce w wieku XVIII, a nawet wcześniej, nastąpiła przebudowa fasady budynku głównego, która otrzymała gładki tynk, tak że z ewentualnego wystroju renesansowego pozostały jedynie dwa gzymsy: pod szczytem i pod oknami pierwszego piętra. W ostatniej ćwierci XIX w. raz jeszcze przebudowano fasadę i szczyt, tym razem w formach eklektycznych : przyziemie ujęto w boniowania, dolny gzyms podkreślono bogatym fryzem, przybudówka otrzymała od strony Rynku balustradę, wszystkie okna zaopatrzono w eklektyczne opaski i nowe ramy, niektóre zaś otrzymały nawet naczółkowe zwieńczenia. W 1929 r. nastąpiła całkowita likwidacja przedproża. W latach 1855-1887 Dom Królewski należał do rodziny Räuberów, w latach 1887-1904 do kupca Pawła Schachta, a od 1904 r. do kupca Franciszka Stilliga. W latach 1922-1941 właścicielem była firma handlowa "P.H. Müller", która prowadziła tutaj tradycyjną winiarnię, później zaś, w oficynie od strony ul. Masztowej, także piwiarnię.                                                                                                                 Rocznik Elbląski.








wtorek, 29 grudnia 2015

Cmentarz gminy mennonickiej w Markusach. Trochę o fryzach i flamandach.

Wieś albo raczej osada wzmiankowana jest po raz pierwszy 1363 roku jako Markushof. Zaznacza się, że znajdował się tutaj dwór z kaplicą i wnosząc po nazwie, pokusić się można o stwierdzenie, że posiadał go jakiś Markus. Kto wie, czy nie był to jakiś rycerz z nadaniem ziemi od zakonu krzyżackiego. 
Kolejną datą znamienną dla miejscowości jest 1590, kiedy to podpisano kontrakt z Simonem Bahr na przyjęcie osadników holenderskich, w tym mennonitów. Kontrakt ten oznacza, że w owym czasie dobra Markus należały do tego, jednego z najbogatszych, kupca gdańskiego. Pochodził od z bogatej warstwy mieszczan, która de facto sprawowała ekonomiczną i polityczną władzę w mieście. Szymon Bahr "handlował" z królami polski i to na tyle dobrze, że w 1591 podniesiony został do stanu szlacheckiego, zaadoptowany przez rodzinę Dembińskich herbu Rawicz. Dzisiaj jego podobiznę można zobaczyć na monumentalnym grobowcu w kościele mariackim w Gdańsku.
                          
źródło: Wikipedia (https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Simon_Bahr.jpg).

Akcja kolonizacyjna na Żuławach i nie tylko, nie była bynajmniej spontaniczna. Oczywiście fakt prześladowań anabaptystów, w tym mennonitów, przyczynił się do tego, iż ta grupa ludzi stała się "podatna" na hasła wolności i swobód religijnych jakie płynęły z Rzeczpospolitej. Pochodzenie kolonistów z Flandrii i Fryzji w dzisiejszej Holandii sprawiało, że tym bardziej byli mile widziani przez właścicieli ziemskich, zmagających się z powodziami i podtopieniami (niższe stany np.: rzemieślników gdańskich, niechętnie patrzyły na przybyszów dopatrując się konkurencji, konsekwentnie zawyżając ilość członków wspólnoty by dowieść rozmiarów szkód na rynku gospodarczym). 
Do sprowadzenia prześladowanych mennonitów holenderskich przyczynił się Jan Łaski, polski przedstawiciel reformacji.  Nie ma bowiem wątpliwości co do tego, iż zetknął się z Menno Simonsem podczas swojej bytności we Fryzji. Za pierwszą osadę mennonicką na Żuławach Gdańskich uważa się wieś Tujce, założoną ok. 1530 roku przez burmistrza gdańska Constantina Ferbera I  - również zasłużonego, handlującego z królami, czasem przez nich więzionego i pochowanego w kościele mariackim w Gdańku. Na korzyść założenia o planowym zorganizowaniu akcji kolonizacyjnej przemawia jeszcze fakt, iż Menno Simons w 1549 roku odwiedził Gdańsk. Mennonitó zachęcić miały również  zagwarantowane przez radę miasta spore ulgi podatkowe oraz swobody religijne. Jak jeszcze dodać, że pierwsze osadnictwo holenderskie w XVI wieku "wystartowało" koło Pasłęka, zależnego od Elbląga (1527) a Gdańsk z nim współzawodniczył, to oczywistym się staje celowe i planowe rozpoczęcie akcji kolonizacyjnej. Umiejętności holenderskich meliorantów dawały nadzieję na ostateczne uregulowanie stosunków wodnych w delcie Wisły. 
Mennonici na terenie Prus Królewskich dzielili się na dwie grupy wyznaniowe: fryzów i flamandów. Określenia te już wtedy nie miały znaczenia etnicznego, bardziej określały założenia doktrynalne - stopień izolacji od świata, przyjmowanie nowo nawróconych (prozelitan)  do wspólnoty, status dzieci z małżeństw mieszanych. Gminy fryzyjskie były bardziej konserwatywne co znajdowało odbicie w ubiorze czy w skąpym wystroju wnętrz domostw. Flamandowie z kolei byli bardziej otwarci na to co płynie z otaczającej ich rzeczywistości. Niemniej całościowo mennonitów cechowało: znaczne ograniczenie integracji społecznej, rygorystyczne przywiązanie do obyczajów, odmowa piastowania jakichkolwiek wyższych stanowisk, podstawowe ale tylko podstawowe kształcenia dzieci.
Markusy należały do gminy fryzyjskiej w Jeziorze (pierwotnie Małe Żuławy, Kleinwerder), która obejmowała obszar Małych Żuław Malborskich.
Kilka ciekawych wydarzeń z historii gminy:
  • Pojawiła się chyba pierwsza "komuna", która nawet dla mennonitów ostatecznie była nie do przyjęcia. W roku 1604 do Klainwerder przybył z Josef Hauser, kaznodzieja huterycki z Moraw, razem z współwyznawcami i ich żonami. Wydzierżawili w rejonie dzisiejszych Węgli ziemię na okres dziesięciu lat i ustanowili tam rodzaj wspólnoty majątkowej obejmujący 73 osoby - bruderhof, zwany również haushaben. Był to system rozliczeń wspólnotowych znany z huteryckich zborów na Morawach i Słowacji a dzisiaj podobny jest używany w Dakocie Południowej (USA) i Kanadzie. Rozwiązanie bruderhof było wyjątkowe jak na owe czasy, bez precedensu (chyba, że wśród pierwszych chrześcian), lecz wyjątkowo skuteczne i dotrwało do dzisiaj. Nazwa nie oznaczała tylko idei lecz również fizycznie istniejący obiekt a w zasadzie grupę budynków wybudowanych wzdłuż wspólnej osi lub na planie kwadratu. Pomieszczenia na parterach użytkowane były wspólnie: kuchnia, jadalnia, pomieszczenia "przedszkola", szkoły, pralnia, przędzalnia i inne, w miarę potrzeb. Ludzie mieszkali na poddaszu ale ponieważ dachy zazwyczaj były strzeliste, to wydzielano 2 poziomy na takim poddaszu. Każdy bruderhof dążył do jak największej niezależności -  od pól i lasów po tkaczy, ślusarzy czy kowali, "gromadził" pod swoim dachem. Huteryci na żuławach dopuszczali do siebie również mennonitów z Zachodznich Żuław. Jednak nie układało im się z nowymi sąsiadami. Zarzucano im np.: niegospodarność w ramach bruderhofu i doprowadzenie ludzi do głodowania. Rzemieślnicy z Elbląga również nie byli zadowoleni z konkurencji pod bokiem i wkrótce huteryci sprzedali swoje dobra. Nie wszyscy jednak opuścili te ziemie. Trzeba pamiętać, że pomimo szykan i trudności jakimi ich :goszczono" to nikt ich nie prześladował i nie mordował ze względu na wyznanie. To, że część z nich została, być może nawet tworząc odrębną grupę, wynika z opisu Żuław Abrahama Hartich'a, który przytacza określenie "wozy na śmieci" przypinane fryzom za przyjmowanie huterytów do siebie jeśli zostaną wydaleni z innych grup mennonickich, pomimo zdecydowanego potępiania innych grup anabaptystów. Wojna trzydziestoletnia dodatkowo "zasiliła" strumień huterytów płynący do Prus Zachodnich i do Klainwerder. choć większość z nich, po wydaleniu z Czech, udała się na Węgry a potem do Ameryki.
  • W maju 1724 roku na Żuławy, do gminy Markushof-Thiensdorf, pod przewodnictwem starszego Davida Pennera, docierają wygnani z Prus Wschodnich mennonici, którzy od ok. 1713 roku zasiedlali rejony nizin nad Niemnem, w okolicy Tylży wnosząc wiele do przekształcania podmokłych nieużytków w tereny wydajne rolniczo. Szczególnie dobrze rozwinęła się tam hodowla bydła (to właśnie z tego regionu pochodzi sławny ser nazwany pierwotnie mennonickim a później tylżyckim, osadnicy mennoniccy potroili produkcje sera w tym rejonie, dostarczając na rynek w Królewcu w roku 1723 185 tys. kg. swojego produktu).
    Pochodzili oni z regionu dzielnicy rządowej Prus Wschodnich określanej mianem Gumbinnen. Społeczność mennonicka została wygnana na polecenie ówczesnego króla Prus Fryderyka Wilhelma I. Była to reakcja na mennonicki protest przeciwko wcielaniu ich siłą do wojska. Pomimo gwarancji udzielonych im na początku osadnictwa, we wrześniu 1723 roku rozpoczęły się brutalne akcje werbowników do wojska m.in do Lange Kerls - Pułku Olbrzymów. Każdy członek należący do gminy Thiensdorf posiadający gospodarstwo zapewnił uciekinierom pastwisko dla 2 krów i miejsce do tymczasowego zamieszkania, choć owa tymczasowość trwała co najmniej rok i przez obie strony była określana jako "wyjątkowo uciążliwa. Po roku pertraktacji i ustaleń (m.in z grafem Donhoffem, które nie były owocne ponieważ osadnicy nie posiadali pieniędzy na zakup ziemi) otrzymują pożyczki z Amsterdamskiej Komisji Pomocy Zagranicznej co pozwala 105 rodzinom na kupno łącznie 1470 hektarów ziemi w gminach Markushof-Thiensdorf i  Rudnerweide - Schweinsgrube (Szwedy-Rudniki). Ta druga lokalizacja oznacza stworzenie nowej gminy wyznaniowej, króra przybiera nazwę Litauische Gemeinde zu Schweinsgrube - Litewska wspólnota z Schweinsgrube.
  • 1790 - po 12 latach sporów wewnątrz wspólnoty, dochodzi do rozłamu. Ze wspólnoty Thiensdorf liczącej ok. 2000 osób (razem z dziećmi), odeszło ok. 400 osób w tym czterech nauczycieli i pięciu diakonów.Grupa menonitów z Jeziora (Thiensdorf) oraz flamandzka wspólnota z Orłowskiego Pola i Gdańska chciała dopuścić możliwość zawierania małżeństw mieszanych z grup flamandzkich i fryzyjskich oraz innych wyznań religijnych, chcących przyłączyć się do wspólnoty poprzez chrzest. Jednak większość zgromadzenia  w Jeziorze oraz innych zgromadzeń fryzyjskich odrzuciła te zmiany - nastąpił rozłam wśród menonitów. Mniejsza grupa, w 1791 roku wybudowała w Markusach nowy dom modlitwy. Z czasem jednak różnice wyznaniowe zaczęły zanikać i w 1865 roku w Jeziorze zbudowano nową, murowaną świątynię, która stała się wspólnym miejscem spotkań dla obu grup. Dom modlitwy w Markusach, na skutek wielkiej powodzi, jaka miała miejsce na Żuławach w 1888 roku, został zniszczony. Postanowiono wybudować nową świątynię w Preußisch Rosengart (obecnie Rozgart) pod warunkiem, że gminy Thiensdorf i Markushof zostaną scalone (ten warunek postawiły gminy mennonickie z Holandii, Nieniec i Gdańska, które wyłożyły pieniądze na budowę).Tak też się stało i w 1890 roku grupa przyjęła nazwę Thiensdorf-Markushof. W tym samym czasie wybudowano nową świątynię w Preußisch Rosengart, którą wyświęcono 14 czerwca 1894 roku (w Trinitatis-Święto Trójcy Świętej) i stanowi swego rodzaju wyjątek, ponieważ posiada dzwonnicę.
    http://holland.org.pl/art.php?kat=art&dzial=polska&id=12_1
W 1776 roku wymienić można następujące nazwiska odnotowane dla Markus : Allert, Bastvader, Boll, Dau, Froes, Froese, Gruntu, Harms, Holtzrichter, Jantzen, Lambert, Martens, Neysteter, Nickel, Puls, Penner, Peters, Philipsen, Quiring, Ridiger, Schroetter, i Siebert.

W 1820 roku na 418 mieszkańców 162 było mennonitami.
Petycję z 1868 roku w sprawie służby wojskowej z Markus podpisali: Heinrich Bächer, Peter Bestvader, Heinrich Froese, Aaron i Jacob Goerzen, Jantzen, Dietrich i Johann Pauls, Heinrich Penner.
W 1885 r. we wsi było 54 gospodarstw, 5 większych zagród, 76 domów, mieszkało 689 ewangelików i katolików oraz 139 mennonitów.

Cmentarz ma plan prostokąta, przylegającego dłuższym bokiem do drogi. Jego obrzeża porośnięte są starymi okazami lip, natomiast w jego wnętrzu rosną także inne rodzaje drzew. W części zachodniej zachowały się dwa ceglane filary z połową bramy z kutych żelaznych elementów. To sugeruje, że niegdyś mogła biec przez teren cmentarza aleja wzdłużna. Na cmentarzu zachowały się liczne tumby nagrobkowe. Jest ich kilkadziesiąt. Najcenniejszy zbiór nagrobków obejmuje nagrobki typu cippus z nadbudową w postaci czworościenego, zwężającego się ku górze obelisku oraz dwóch stel. Cały ten zbiór nagrobków, ustawiony w jednej linii, związany jest z rodziną mennonicką Klaasen. Należy przy tym zaznaczyć, że nagrobki są bogate w dekorację oraz treści epigraficzne. W innych rejonach tego cmentarza znajdują się inne przykłady stel o ciekawych walorach estetycznych.
Cmentarz jest zadbany i świadczy o wielkim szacunku jego opiekunów do tego miejsca. 

Forma nagrobka oraz materiał, z jakiego był wykonany, symbolizowały zmarłego, np. drewno- "drzewo życia", kamień- "wieczność", żeliwo- "trwałość". Najbardziej charakterystyczne na Żuławach stele, niemal wszystkie posiadały rzeźbione dekoracje, a każda z nich miała znaczenie symboliczne.
  • Akant- podkreślał rangę społeczności, liść symbolizował "drzewo życia" i "rajski ogród", nadawał zmarłej osobie charakteru szlachetnego,
  • Anioł- putto, czyli główka ze skrzydełkami- anioł unoszący duszę osoby zmarłej, która po śmierci staje się aniołem,
  • Bluszcz- nieśmiertelność, odradzanie się lub żałoba po zmarłej osobie,
  • Czaszka- śmierć, nieunikniony los,
  • Gołębica- Duch Święty lub zwiastun nadziei i ocalenia (gołębica z gałązką w dziobie),
  • Granat- bogactwo, obfitość lub- porównując do gwiazd: niebo, raj, zbawienie, porównując do koloru: wino, krew,
  • Gwiazdy- niebo, zbawienie,
  • Zgaszona pochodnia- zgasłe życie,
  • Klepsydra- czas, wieczność,
  • Korona- dostąpienie Królestwa Niebieskiego,
  • Kotwica (w połączeniu z krzyżem)- nadzieja na zmartwychwstanie,
  • Krzyż- triumf, podkreślenie wiary zmarłego,
  • Kwiaty- życie, złamany- przerwane życie, zwrócony do dołu- rozkwit życia w innym świecie, róża- miłość, złamana róża- wcześnie przerwane życie, lilia- czystość i niewinność,
  • Makówka- sen wieczny,
  • Meander- kręta droga lub rzeka życia- upływ życia, czasu lub wieczność czasu i Życia Wiecznego,
  • Medalion- chwała, triumf życia,
  • Motyl- krótkie, jednodniowe w wymiarze wieczności życie ludzkie lub ulatująca do nieba dusza zmarłego,
  • Muszla- w zależności od jej kształtu: śmierć, wieczność, symbol czystość,
  • Oko opatrzności- Bóg,
  • Palma- triumf, chwała, nagroda, ukoronowanie życia lub przypomnienie o cierpieniu i ofiarach poniesionych w życiu doczesnym,
  • Rozmaryn- chwała,
  • Serce (gorejące)- żarliwa miłość i wiara,
  • Słońce- chwała, życia wieczne, nowy dzień,
  • Wachlarz- szybkość w składaniu i rozkładaniu, krótkotrwałość i znikomość żywota ziemskiego, pośmiertna chwała, wywyższenie lub krótkie ziemskie życie,
  • Wąż- śmierć lub wieczność,
  • Wieniec- pochwała życia zmarłej osoby, z liści dębu- siła, moc, zwycięstwo, sława,
  • Gmerk- znak osobisty i rodzinny.












     
                               

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Różany. Historia w jednym budynku.

Wybierając się w maju na Żuławy Elbląskie można być pewnym napotkania takich widoków:


Pośród zielono-żółtych pól rzepaku, poprzecinanych kanałami, w okolicy wsi Różany można z oddali dostrzec wysoki komin. Jeśli uda się znaleźć drogę by podjechać do niego bliżej, natrafia się na taką oto budowlę:
I nie bez znaczenia dla jej funkcjonalności jest fakt, iż stoi niejako na kanale wodnym, dzisiaj już zarastającym.
Owa samotna budowla miała swego czasu olbrzymie znaczenia dla całych Żuław, podobnie jak wiele innych, podobnych a dzisiaj już nie istniejących. Aby to znaczenie zrozumieć i dodatkowo połączyć z istnieniem w przeszłości niepoliczalnej ilości wiatraków na Żuławach, trzeba się nieco cofnąć w czasie.
Wieś Różany założona została prawdopodobnie w latach 1296-1298. Bardzo prawdopodobnym jest też to, że lokowana była na prawie pruskim. Nie należy bowiem zapominać o krzyżackim panowaniu nad tymi ziemiami w owym czasie. Drugą przesłanką jest odnowienie lokacji wsi już na prawie chełmińskim dokonane przez komtura dzierzgońskiego Konrada von Bruningsheim w roku 1355.

Osadnicy holenderscy pojawili się we wsi w 1599, jak domyślać się należy, w celu rozpoczęcia pozyskiwania ziem pod uprawy i generowania dochodu z obszarów do tej pory uznawanych za nieprzydatne. Główną metodą osuszania ziemi było zakładanie polderów i następnie ich osuszanie.
Znani są dzierżawcy wsi w XVII wieku: 1631 Kaspar Platen, 1647 Izaak Spiering, 1663 Aleksander Jungschultz. Przy czym Aleksander był zięciem Izaaka, osoby sławnej i poważanej już za życia, goszczącej królów w swojej kamienicy w Elblągu.

Izaak Spiering (po holendersku Stynka) von Gildencroon pochodził z arystokratycznej rodziny Brabant wywodzących się z Delf w Holandii. W okresie panowania Władysława IV synowie kupca Franciszka pełnili funkcję poborców ceł morskich. W Elblągu jako pierwszy osiadł Piotr Spiering, być może wpływ na jego decyzję miał fakt, iż Elbląg w 1626 roku poddał się bez walki wojskom Szwedzkim ( z jednej strony zdrada lojalności względem Zygmunta III, z drugiej strony miasto miało wiele do stracenia np.: istniało w nim przedstawicielstwo angielskiej Kampanii Wschodniej ).
To właśnie Piotr kupił kamienicę na Starym Rynku, która później miała otrzymać przywilej i obowiązek goszczenia koronowanych głów. W 1627 roku Piotr objął urząd szwedzkiego poborcy ceł w Pilawie więc ktoś musiał się zająć doglądaniem nieruchomości. Zajął się tym najmłodszy z piątki braci - Izaak Spiering. To właśnie zmiany w parceli zapoczątkowane przez Piotra a kontynuowane przez Izaaka zaważyły na przyszłym przeznaczeniu kamienicy. Dla przykładu: w 1634 roku Izaak Spiering wpłacił do rady miejskiej 60 talarów za zezwolenia doprowadzenia rurami wody od miejskiej pompy w celu uruchomienia w kamienicy fontanny [sic!]. Tak więc kamienica na mocy umowy z dnia 8/18 lutego 1636 roku, w zamian za zwolnienie właścicieli od służby ratowniczej 
i przymusowych kwaterunków, został obciążony zaszczytnym obowiązkiem goszczenia królów. "Dom Królów" ten przywilej utrzymał do 5 stycznia 1915 roku.
 Skrajna kamienica po lewej to "Dom Królów"
Pierwszy koronowany gość, Władysław IV we własnej osobie przebywał w Elblągu, w gościnie u Izaaka Spieringa już w dniach 0d 11 do 15 lutego 1636 roku. Nadmienić należy, że Spieringowie pozostawali w łasce króla, tzn. efektywnie pracowali dla niego pobierając cło, zaopatrując polskie załogi w fortach na Półwyspie Helskim czy wyposażając i werbując załogi okrętów floty królewskiej.
Sam Izaak będąc doradcą króla cieszył się wieloma przywilejami a 2 lata po wizycie króla w Elblągu, otrzymał szlachectwo.
Wizyta Władysława IV w Elblągu była niezwykle istotną dla miasta, które wróciło w granice Królestwa Polskiego. Miasto starało się odzyskać dawne przywileje i zyskać w oczach władcy, szczególnie po poddaniu się Szwedom w 1926 roku. Król był łaskawy. Przyjął drobny upominek - 100 tysięcy złotych [sic!] i bez oporów potwierdził dawne przywileje, w tym wolność religijną. Wprawdzie do  Elbląga nie powróciła Kompania Wschodnia, to i tak Elbląg dobrze na tym wyszedł. Król zwolnił bowiem miasto od podatków koronnych, kwaterunków wojskowych i podatków na cele wojenne, a kilka lat później z kolejnych ceł i podatków. Największym wygranym, co nie podlega wątpliwościom był oczywiście Izaak Spiering. Został pierwszym człowiekiem w historii miasta, od którego nazwiska nazwano ulicę. 
W 1948 roku, razem z rodziną Izaak wrócił do Holandii, pozostawiając kamienicę pod opieką swego zięcia Aleksandra Jungschultza. A ponieważ kamienica nie była jedynym majątkiem do zarządzania - majątek, karczma, dwór w Gronowie - można założyć, iż resztą zarządzał również Aleksander.

Osadnicy holenderscy byli szczególnie cenieni ze względu na swoje umiejętności w zagospodarowywaniu ziem podmokłych, zalewowych czy na końcu nawet "odzyskiwaniem" terenów pod uprawy, które są całkowicie zalane. Umiejętności te tym bardziej były w cenie im wyższe ceny uzyskiwało polskie zboże na zachodzie Europy. Działania te zawsze były zakrojone na wielką skalę:
zmieniano przepływ wody w rzekach (znamienne w skutkach przekierowanie wody z Wisły do Nogatu), usypywano setki kilometrów wałów przeciwpowodziowych, wykopano kolejne setki kilometrów kanałów odwadniająco - nawadniających i wreszcie zakładano poldery i budowano dziesiątki wiatraków.
Polderem określa się obszar ziemi, oczywiście podmokłej, który zamyka się wałami ziemnymi. Wnętrze dzieli się na mniejsze działki, poprzecinane kanałami transportującymi wodę do, zazwyczaj, jednego, głównego rowu odwadniającego polder. Trzeba pamiętać, że cały obszar jest w zasadzie płaski i w jakiś sposób ciągły należy wodę usuwać na zewnątrz, najczęściej do rzeki lub do morza. I właśnie to tej pracy używano wiatraków z kołami czerpakowymi lub śrubą Archimedesa, przy czym ten drugi typ mógł  poprzez odwrócenie obrotów, również nawadniać. Żuławy były więc krainą wiatraków.
 Okolice Nowego Dworu Gdańskiego.

 
Najbardziej znacząca fala emigracji pojawiła się w Polsce w XVI wieku. W Niderlandach panował kryzys ekonomiczny i dodatkowo nasiliły się prześladowania protestantów.  Głównym obszarem kolonizacji stały się Prusy Królewskie, czyli tereny dzisiejszych Żuław Malborskich, Gdańskich i Elbląskich – mennonici dopływali tu poprzez duński Öresund. Osiedlali się także na Kujawach, Mazowszu i w Wielkopolsce. Ślady tego osadnictwa widoczne są do dziś w architekturze wiejskiej, układach przestrzennych miast i wsi oraz w nazwach miejscowości - Holendry, Olędry, Olendry itp. Szacuje się, że w szczytowym momencie rozkwitu tego osadnictwa (II połowa XVII w.) w rękach Holendrów znajdowało się około 38 000 hektarów ziemi, podczas gdy ich liczba wynosiła 13 000, co stanowiło 1/6 mieszkańców Żuław.
Po 1772 roku, a więc po pierwszym rozbiorze Polski, wieś Różany jaki cały rejon Żuław weszły w skład zaboru pruskiego pod nową nazwą rejonu - Prusy Zachodnie. Warunki bytowe dla mennonitów uległy znacznemu pogorszeniu za sprawą obowiązkowej służby wojskowej jak była nie do przyjęcia dla członków zgromadzenia. Ze spisu pruskiego z 1776 roku znamy nazwiska 12 rodzin mennonickich zamieszkujących w Różanach (Alt Rosengart):

  • Albrecht
  • Dircksen
  • Friesen
  • Guhr
  •  Heinrich
  • Holtzrichter
  • Jantzen
  •  Pauls (cztery rodziny)
  •  Riedger

W 1789 r. mieszkało tu 51 mennonitów, a w roku 1820 na 136 mieszkańców, 58 należało do zboru mennonickiego.
Dzięki petycji do władz pruskich z roku 1868 w sprawie zwolnienia z obowiązku służby w wojsku, znamy inne nazwiska : Johann Froese - inicjator i sygnatariusz, Heinrichs, Rahn, Riediger, Schepansky, Dawid Gebrabdt,Peter Goertzen, Heinrich Jantzen, Isebrand Ran, Peter Riediger. 
Rok później naliczono we wsi 5 domów z 36-oma mieszkańcami i można powiedzieć, że liczba mieszkańców nie podlegała większym zmianom, bowiem w 1885 roku było 6 domów i 40 mieszkańców. Przed II wojną światową, w 1936 roku Różany zamieszkiwało 22 mennonitów.

Pod koniec XIX wieku rozpoczęto na Żuławach akcję scalania polderów w większe jednostki co prowadziło do zastępowania wiatraków urządzeniami wydajniejszymi - pompami parowymi, które były niezależna od pogody, niezawodne oraz  pozwalały na odwadnianie większego terenu jednocześnie. Pierwsza żuławska pompownia parowa powstała w 1840 roku w Piotrowie koło Cyganka. 
Obecny budynek przepompowni parowej, z  wyposażeniem w urządzenia pochodzące z elbląskich zakładów Franza Komnicka oraz Ferdinanda Schichau pochodzi 1951 roku, przy czym wykorzystano ceglane fundamenty pompy poniemieckiej (zwiększono obrys budynku). Budynek pierwotnie wyposażony był w agregat parowy (rok produkcji 1891), a dopiero później (ok. 1955-56) był wmontowany drugi agregat o napędzie elektrycznym. W budynku przepompowni, znajduje się piec z wytłoczonym nazwiskiem F.Komnick,  rury przepływowe z wytłoczonym nazwiskiem F. Schichau oraz prawie kompletne urządzenie napędowe. Obok starej przepompowni, znajduje się budynek nowej stacji pomp, dla polderu o pow. 432 ha. Wyposażony w dwa silniki elektryczne o mocy 30 kW (każdy) o łącznej wydajności pomp – 4320 m3/h. 
Zaznaczone powyżej nazwiska stanowią źródła osobnych i niezwykle bogatych historii związanych z regionem - mam nadzieję, że jeszcze je rozwinę.
Reasumując - budynek w Różanach sam w sobie jest swoistym pomnikiem bogatych, barwnych i często tragicznych dziejów Żuław. Pomnikiem walki człowieka o prawa do lepszego bytu - takiego jaki sobie sam obierze i wypracuje.





W Różanach zasługuje również na uwagę most stalowo-betonowy nad rzeką Tiną Dolną z 1912 roku umiejscowiony w południowo-wschodniej części wsi.

czwartek, 19 listopada 2015

Na dnie Jeziora.

Przeszłość naszej planety obfituje w okresy, kiedy to morze przykrywało obszary, które dzisiaj są suchym lądem a ślady po środowisku morskim odnaleźć można tylko w osadach geologicznych. Był czas, że dzisiejsze terytorium Polski prawie w całości pokryte było wodą jak choćby w okresie późnej jury 150 mln lat temu. Ślady tych zdarzeń, w skali geologicznej, można znaleźć niemal wszędzie w Polsce, jeśli wie się czego szukać. Niektóre są tak spektakularne (dla zapaleńców oczywiście) jak pozostałości zatoki mioceńskiego, ciepłego akwenu w rejonie dzisiejszej Korytnicy niedaleko Kielc.

Dla człowieka okres kształtowania otoczenia, rozpoczął się w momencie przejścia od kultury łowiecko-zbierackiej do rolnictwa. Zamieszkiwanie na jakimś terytorium, często ograniczonym warunkami naturalnym (akweny morskie, góry, klimat półpustynny itp.), zmuszało do wprowadzania zmian, udogodnień czy też modyfikacji środowiska chociażby poprzez regulację koryta rzeki albo wykopanie kanałów odwadniających lub nawadniających. Można powiedzieć, że człowiek jest pierwszym i chyba jedynym stworzeniem na Ziemi, które od małych zmian środowiska naturalnego przeszło do stworzenia własnego, sztucznego - antropogenicznego. 
Wcześniej pisałem o miejscowościach położonych nad brzegiem zbiornika wodnego, którego pozostałością obecnie jest Jezioro Druzno a teraz więcej będzie o miejscowościach założonych na jego dnie po wcześniejszym osuszeniu tego obszaru. Zacznę od miejscowości o dość wymownej nazwie, a więc od Jeziora.
Obszar, który miał podlegać zmianom w przeciągu setek lat, zobrazował na mapie Hugo Bertram tytułując ją jako mapę delty Wisły w roku 1300. Przyjmuje się obecnie, że to odwzorowanie jest całkiem miarodajne.

Czerwona kropka zaznacza obszar, gdzie dzisiaj znajdują się ziemie miejscowości Jezioro. Patrząc na umiejscowienie Elbląga można zrozumieć, czemu jego funkcja jako portu była na tyle korzystna, że konkurował z Gdańskiem. Krzyżacy z czasem "rozwiązali" ten problem, w latach 1308-1309 zajmując Pomorze Gdańskie razem z samym miastem. I to właśnie Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, zapoczątkował daleko idące zmiany, na wschód od Wisły, prowadząc działania militarne  wymierzone w plemiona pruskie i sprowadzając osadników na podbite ziemie. Nie mieli większego wyboru: po pierwsze tereny te były zamieszkałe przez stosunkowo niewielkie grupy ludności a po drugie, "waleczni" mnisi tak skutecznie nawracali pogan, że niewielu ich zostawało. Wsie jakie potem zakon zakładał, lokowane były na dość niekorzystnym prawie pruskim, co także odstręczało od pozostania w zależnościach z Krzyżakami.
Przyjmuje się, na podstawie źródeł historycznych pisanych, że pierwszych Holendrów sprowadzonych w celu przeprowadzenia melioracji i osuszania bagien, ulokowano przy zamku w Pasłęku. Zachował się dokument lokacyjny miasta wydany przez Mistrza Krajowego Meinhardta z Kwerfurtu wydany 29 września 1297 roku, którym holenderskich osadników określono jako pierwszych założycieli samo miasto nazwano Holland czyli Holandia, co stanowiło zerwanie z tradycją  nawiązywania do nazw pruskich. To niecodzienne postępowanie ma tłumaczyć fakt, jakoby osadnikami byli rycerze zamieszani w porwanie i morderstwo hrabiego Holandii Florisa V.

Na mennonitów Żuławy musiały poczekać do czasów Lutra, narodzenia się anabaptystów i na Menno Simmonsa, który brzydził się przemocą. Pojawili się tutaj w latach 60 XVI wieku, uciekając przed okrutnymi prześladowaniami ze strony protestantów i katolików. Prześladowały ich również władze świeckie - za odmowę służby wojskowej, mennonici byli i są zdeklarowanymi pacyfistami.

Ciekawostką jaka łączącą anabaptystów z plemionami pruskimi, zamieszkującymi te ziemie w przeszłości jest fakt, iż nazwy pod jakimi ich znamy, zostały nadane im przez ludzi z zewnątrz. Tak więc "Prusy" używane były przez plemiona słowiańskie, a "anabaptyści" wcale nie odrzucali chrzestu tak jak to obwieszczali protestanci ale chrzest był najważniejszym sakramentem, który należało przyjąć z pełną świadomością wiary w okresie dorosłości.

Mennonici dali początek tzw. kolonizacji olęderskiej i przyszłości mianem olędrów określano po prostu osadników, którzy osiedlali się w danym miejscu na zasadach zdefiniowanych właśnie podczas migracji mennonickiej. Tak więc, jeśli napotykamy określenie olęder, to ma ono charakter prawny a nie osobowościowy. Oczywiście najcenniejsi byli przybysze z Niderlandów - ze względu na swoje umiejętności osuszania terenów podmokłych oraz melioracji. 


Okres nasilonych prześladowań mennonitów zbiegł się z działaniami rajców Gdańska, którzy poszukiwali osadników w celu zagospodarowania ziem w Prusach Królewskich spustoszonych po wojnach z zakonem krzyżackim. W 1547  roku rada miejska wysłała Philipa Edzema jako swojego przedstawiciela do Niderlandów. Miał on za zadanie pozyskać kolonistów skłonnych osiedlić się w delcie Wisły. Za przykładem Gdańska szybko poszedł Elbląg, Pelplin i Włocławek.



"W połowie XVI wieku Pomorze i Prusy Królewskie mogły przyciągać osadników. Rzeczpospolita przeżywała wówczas okres gospodarczej koniunktury i stanowiła zaplecze surowcowe dla Niderlandów. Ponadto kolonistom zapewniano wiele przywilejów, takich jak wolność osobista, wolność wyznania, zwolnienie ze służby wojskowej i świadczenia pańszczyzny[...] Na osadników nie trzeba było długo czekać. Szybko zasiedlili tereny u ujścia Wisły i zaczęli posuwać się w górę rzeki. Koloniści pochodzili przeważnie z Niderlandów i Fryzji, ale mennonici stanowili wśród nich mniejszość. Jednak już w 1577 roku można było spotkać mennonitów w dwunastu miejscowościach w okolicach Malborka. W pierwszej połowie XVII wieku pojawili się w rejonie Grudziądza i Chełmna, a także w Toruniu"
                                Wojciech Marchlewski Mennonici. Życie codzienne od kuchni., Warszawa 2014.

 Dobrze widoczne pęknięcia ściany kościoła w Jeziorze - efekt stawiania ciężkiej budowli na dnie jeziora.

Powstanie Jeziora czy też Thiensdofu, a więc wsi nad rzeką Tina, sięga czasów, kiedy to anabaptyści zostali wygnani z Prus Górnych w roku 1543. Pierwsze wzmianki o holenderskich mennonitach pochodzą z roku 1557 i tyczą się wsi Węgle (Wengeln) na północy jeziora Druzno. Z zachowanych zapisów dowiadujemy się, iż w 1590 roku, znaczna część łąk po zachodniej stronie Druzna znajdowała się w rękach holenderskich osadników.

Powstanie samej osady określa się na połowę XVI wieku jednak powstanie gminy mennonickiej odłamu fryzyjskiego, określanej też jako Mała Żuława (Kleinwerder) datuje się na 1607 rok, kiedy to niejako powołał ją do życia Jan van Emden Gerrits -starszy zboru Kleinwerder, kaznodzieja Zjednoczonych Fryzów, Wysokich Niemców i Waterlandersów z Gdańska (od 1612 starszy zboru w Markusach). Gmina skupiała mennonitów z wiejskich terenów na południe od Elbląga oraz wchłonęła czeskich Hutterytów, którzy napływali tutaj już w 1604 roku a potem po wojnie 30-letniej.
Na początku swego osadnictwa mennonici nie mieli prawa do budowy domów modlitwy więc spotykali się w domach prywatnych. Dopiero w 1728 roku gmina otrzymała pozwolenie od biskupa chełmińskiego Ignacego Kretkowskiego na wybudowanie własnego, osobnego miejsca modlitw. W Jeziorze bardzo szybko pobudowano dom modlitewny bo już 27 kwietnia 1728 został poświęcony i oddany do użytku. Był to budynek o drewnianej konstrukcji zrębowej, na planie wydłużonego prostokąta, przykryty dwuspadowym dachem - bardziej przypominał spichlerz niż świątynię.
Zachowany do dzisiaj budynek wybudowany został w 1865 roku.




Budynek z 1865 r. istnieje do chwili obecnej. Murowany z cegły, w stylu neogotyckim. Orientowany, na rzucie prostokąta, wnetrze jednoprzestrzenne nakryte stropem belkowym. Elewacja frontowa i tylna z centralnym ryzalitem mieszczącym pierwotnie zwieńczony ostrołukowo portal wejściowy (obecnie w powiększonym otworze prostokątne wrota wjazdowe), nad nim dwa częściowo zamurowane ostrołukowe okna z maswerkami doświetlające pierwotnie chór muzyczny. Ryzalit wieńczy rozetowy fryz opracowany w tynku. Po bokach ryzalitu dwa zwieńczone ostrołukowo okna z maswerkami (obecnie w dolnej części zamurowane). Nad ryzalitem dwa ostrołukowe okna i centralna blenda. Szczyt elewacji wieńczy ceglany fryz kroksztynowy, po bokach i centralnie elewacja zwieńczona sterczynami z iglicami. Elewacje boczne sześcioosiowe ze zwieńczonymi ostrołukowo oknami z maswerkami (analogiczne jak w elewacji frontowej i tylnej), w dolnej części zamurowanymi. Budynek nakryty dachem dwuspadowym krytym dachówką esówką.
 http://holland.org.pl/art.php?kat=art&dzial=polska&id=12_1


Po 1945 roku, budynek świątyni przeznaczono pod magazyn dla tutejszego PGR-u, przez jakiś czas podobno był w nim sklep, a obecnie stoi pusty i popada powoli w ruinę. 
Za domem modlitwy znajdują się smutne resztki XVIII wiecznego cmentarza. Zachowało się niewiele i tylko pozostałości głównej alei mówią o jego świetności.
Cmentarz został założony na planie prostokąta na początku XVIII wieku i użytkowany był do końca II wojny światowej. Pierwotnie istniały na tym cmentarzu dwie prostopadłe aleje dzielące go na cztery kwatery. Do obecnych czasów zachowała się tylko piękna aleja starych lip, którą posadzono dokładnie na osi pobliskiego zboru. Obecnie cmentarz jest bardzo zniszczony i zaniedbany, chociaż nie zarośnięty. Z dawnych form upamiętniających pochówki mennonickie nie zachowało się na nim zbyt wiele. Dawniejsze tumby ze sztucznego kamienia zostały wywiezione. Pozostały jedynie trzy tablice inskrypcyjne: dwie granitowe oraz fragment tablicy z piaskowca. Wszystkie mają wyryty krzyż łaciński. Ponadto zachowały się nagrobki rodzin Pennerów i Bartelów.
http://encyklopedia.warmia.mazury.pl/index.php/Cmentarz_mennonicki_w_Jeziorze 





Ostatni starszy gminy  Cornelius Dirksen z Markus nie opuścił rejonu gminy w 1945 r. Pozostał i pomimo wielu trudności służył tym, którzy jak on nie chcieli porzucić swojej ziemi. Jego żona zmarła 1947  a jego samego w październiku tegoż samego roku wydalono. Wyszperałem jeszcze taką sygnaturkę:
Dirksen, Cornelius w Markushof 1923 ältester
der Gem.Thiensdorf * 25.07.1875 w Lichtfelde
+ 2.03.1951 w Wasseralfingen      (w  Badenii-Wirtembergii)
P: M.Gem.Kal.











W Jeziorze mennonici nie byli jedynymi mieszkańcami. Obok mieszkali ewangelicy, do których należał kościół pierwotnie pobudowany w 1631 roku. Uległ on jednak spaleniu. Odbudowywany, poddawał się zniszczeniom kilkukrotnie. Z jedną z odbudów związana jest niesamowita ciekawostka, mówiąca wiele o charakterze ówczesnych wiernych. Kościół Wniebowzięcia NMP w 1752 był bliski zawalenia. Władze, którym podlegali parafianie Jeziora, wydały zgodę na pobudowanie nowej świątyni pod warunkiem, że zostanie to uczynione ..... w 24 godziny [SIC!]. I ci ludzie zrobili to! Najpierw obudowali stary kościół murami zewnętrznymi po czym zburzono go wewnątrz.

1888 rok był rokiem wielkiej powodzi na Żuławach, która tyn razem też zniszczyła kościół w Jeziorze. Odbudowano go w latach 1898-1899 w centrum wsi na planie prostokąta z wieżą od zachodu, w której, w dolnej części znajduje się kruchta. Budowlę wzmocniono przyporami jednak dzisiaj bez trudu można zobaczyć pęknięcia ścian powstające na skutek osiadania ciężkiej, ceglanej budowli powoli zapadającej się w byłe dno jeziora Druzno.

Obok kościoła stoi pomnik upamiętniający poległych w I wojnie mieszkańców okolic jak i samego Jeziora. 







W północnej części wsi można przejechać nad rzeką Tyną po jednym z najstarszych w Polsce moście zwodzonym. Zbudowany w 1895 roku, a jego całkowita długość wynosi 39,2 m. Jest to konstrukcja o trzech przęsłach, z których środkowe jest dwuskrzydłowym przęsłem podnoszonym. Przęsła oparte są na filarach i przyczółkach murowanych z kamienia. Przęsło zwodzone skonstruowane jest z dwóch symetrycznych klap o wymiarach 6 x 4 m. Klapy wykonane są z dźwigarów połączonych poprzecznicami i zamocowane na filarach za pomocą łożysk z czopami umożliwiającymi obrót. Obecnie most jest zamknięty dla żeglugi.