czwartek, 19 listopada 2015

Na dnie Jeziora.

Przeszłość naszej planety obfituje w okresy, kiedy to morze przykrywało obszary, które dzisiaj są suchym lądem a ślady po środowisku morskim odnaleźć można tylko w osadach geologicznych. Był czas, że dzisiejsze terytorium Polski prawie w całości pokryte było wodą jak choćby w okresie późnej jury 150 mln lat temu. Ślady tych zdarzeń, w skali geologicznej, można znaleźć niemal wszędzie w Polsce, jeśli wie się czego szukać. Niektóre są tak spektakularne (dla zapaleńców oczywiście) jak pozostałości zatoki mioceńskiego, ciepłego akwenu w rejonie dzisiejszej Korytnicy niedaleko Kielc.

Dla człowieka okres kształtowania otoczenia, rozpoczął się w momencie przejścia od kultury łowiecko-zbierackiej do rolnictwa. Zamieszkiwanie na jakimś terytorium, często ograniczonym warunkami naturalnym (akweny morskie, góry, klimat półpustynny itp.), zmuszało do wprowadzania zmian, udogodnień czy też modyfikacji środowiska chociażby poprzez regulację koryta rzeki albo wykopanie kanałów odwadniających lub nawadniających. Można powiedzieć, że człowiek jest pierwszym i chyba jedynym stworzeniem na Ziemi, które od małych zmian środowiska naturalnego przeszło do stworzenia własnego, sztucznego - antropogenicznego. 
Wcześniej pisałem o miejscowościach położonych nad brzegiem zbiornika wodnego, którego pozostałością obecnie jest Jezioro Druzno a teraz więcej będzie o miejscowościach założonych na jego dnie po wcześniejszym osuszeniu tego obszaru. Zacznę od miejscowości o dość wymownej nazwie, a więc od Jeziora.
Obszar, który miał podlegać zmianom w przeciągu setek lat, zobrazował na mapie Hugo Bertram tytułując ją jako mapę delty Wisły w roku 1300. Przyjmuje się obecnie, że to odwzorowanie jest całkiem miarodajne.

Czerwona kropka zaznacza obszar, gdzie dzisiaj znajdują się ziemie miejscowości Jezioro. Patrząc na umiejscowienie Elbląga można zrozumieć, czemu jego funkcja jako portu była na tyle korzystna, że konkurował z Gdańskiem. Krzyżacy z czasem "rozwiązali" ten problem, w latach 1308-1309 zajmując Pomorze Gdańskie razem z samym miastem. I to właśnie Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, zapoczątkował daleko idące zmiany, na wschód od Wisły, prowadząc działania militarne  wymierzone w plemiona pruskie i sprowadzając osadników na podbite ziemie. Nie mieli większego wyboru: po pierwsze tereny te były zamieszkałe przez stosunkowo niewielkie grupy ludności a po drugie, "waleczni" mnisi tak skutecznie nawracali pogan, że niewielu ich zostawało. Wsie jakie potem zakon zakładał, lokowane były na dość niekorzystnym prawie pruskim, co także odstręczało od pozostania w zależnościach z Krzyżakami.
Przyjmuje się, na podstawie źródeł historycznych pisanych, że pierwszych Holendrów sprowadzonych w celu przeprowadzenia melioracji i osuszania bagien, ulokowano przy zamku w Pasłęku. Zachował się dokument lokacyjny miasta wydany przez Mistrza Krajowego Meinhardta z Kwerfurtu wydany 29 września 1297 roku, którym holenderskich osadników określono jako pierwszych założycieli samo miasto nazwano Holland czyli Holandia, co stanowiło zerwanie z tradycją  nawiązywania do nazw pruskich. To niecodzienne postępowanie ma tłumaczyć fakt, jakoby osadnikami byli rycerze zamieszani w porwanie i morderstwo hrabiego Holandii Florisa V.

Na mennonitów Żuławy musiały poczekać do czasów Lutra, narodzenia się anabaptystów i na Menno Simmonsa, który brzydził się przemocą. Pojawili się tutaj w latach 60 XVI wieku, uciekając przed okrutnymi prześladowaniami ze strony protestantów i katolików. Prześladowały ich również władze świeckie - za odmowę służby wojskowej, mennonici byli i są zdeklarowanymi pacyfistami.

Ciekawostką jaka łączącą anabaptystów z plemionami pruskimi, zamieszkującymi te ziemie w przeszłości jest fakt, iż nazwy pod jakimi ich znamy, zostały nadane im przez ludzi z zewnątrz. Tak więc "Prusy" używane były przez plemiona słowiańskie, a "anabaptyści" wcale nie odrzucali chrzestu tak jak to obwieszczali protestanci ale chrzest był najważniejszym sakramentem, który należało przyjąć z pełną świadomością wiary w okresie dorosłości.

Mennonici dali początek tzw. kolonizacji olęderskiej i przyszłości mianem olędrów określano po prostu osadników, którzy osiedlali się w danym miejscu na zasadach zdefiniowanych właśnie podczas migracji mennonickiej. Tak więc, jeśli napotykamy określenie olęder, to ma ono charakter prawny a nie osobowościowy. Oczywiście najcenniejsi byli przybysze z Niderlandów - ze względu na swoje umiejętności osuszania terenów podmokłych oraz melioracji. 


Okres nasilonych prześladowań mennonitów zbiegł się z działaniami rajców Gdańska, którzy poszukiwali osadników w celu zagospodarowania ziem w Prusach Królewskich spustoszonych po wojnach z zakonem krzyżackim. W 1547  roku rada miejska wysłała Philipa Edzema jako swojego przedstawiciela do Niderlandów. Miał on za zadanie pozyskać kolonistów skłonnych osiedlić się w delcie Wisły. Za przykładem Gdańska szybko poszedł Elbląg, Pelplin i Włocławek.



"W połowie XVI wieku Pomorze i Prusy Królewskie mogły przyciągać osadników. Rzeczpospolita przeżywała wówczas okres gospodarczej koniunktury i stanowiła zaplecze surowcowe dla Niderlandów. Ponadto kolonistom zapewniano wiele przywilejów, takich jak wolność osobista, wolność wyznania, zwolnienie ze służby wojskowej i świadczenia pańszczyzny[...] Na osadników nie trzeba było długo czekać. Szybko zasiedlili tereny u ujścia Wisły i zaczęli posuwać się w górę rzeki. Koloniści pochodzili przeważnie z Niderlandów i Fryzji, ale mennonici stanowili wśród nich mniejszość. Jednak już w 1577 roku można było spotkać mennonitów w dwunastu miejscowościach w okolicach Malborka. W pierwszej połowie XVII wieku pojawili się w rejonie Grudziądza i Chełmna, a także w Toruniu"
                                Wojciech Marchlewski Mennonici. Życie codzienne od kuchni., Warszawa 2014.

 Dobrze widoczne pęknięcia ściany kościoła w Jeziorze - efekt stawiania ciężkiej budowli na dnie jeziora.

Powstanie Jeziora czy też Thiensdofu, a więc wsi nad rzeką Tina, sięga czasów, kiedy to anabaptyści zostali wygnani z Prus Górnych w roku 1543. Pierwsze wzmianki o holenderskich mennonitach pochodzą z roku 1557 i tyczą się wsi Węgle (Wengeln) na północy jeziora Druzno. Z zachowanych zapisów dowiadujemy się, iż w 1590 roku, znaczna część łąk po zachodniej stronie Druzna znajdowała się w rękach holenderskich osadników.

Powstanie samej osady określa się na połowę XVI wieku jednak powstanie gminy mennonickiej odłamu fryzyjskiego, określanej też jako Mała Żuława (Kleinwerder) datuje się na 1607 rok, kiedy to niejako powołał ją do życia Jan van Emden Gerrits -starszy zboru Kleinwerder, kaznodzieja Zjednoczonych Fryzów, Wysokich Niemców i Waterlandersów z Gdańska (od 1612 starszy zboru w Markusach). Gmina skupiała mennonitów z wiejskich terenów na południe od Elbląga oraz wchłonęła czeskich Hutterytów, którzy napływali tutaj już w 1604 roku a potem po wojnie 30-letniej.
Na początku swego osadnictwa mennonici nie mieli prawa do budowy domów modlitwy więc spotykali się w domach prywatnych. Dopiero w 1728 roku gmina otrzymała pozwolenie od biskupa chełmińskiego Ignacego Kretkowskiego na wybudowanie własnego, osobnego miejsca modlitw. W Jeziorze bardzo szybko pobudowano dom modlitewny bo już 27 kwietnia 1728 został poświęcony i oddany do użytku. Był to budynek o drewnianej konstrukcji zrębowej, na planie wydłużonego prostokąta, przykryty dwuspadowym dachem - bardziej przypominał spichlerz niż świątynię.
Zachowany do dzisiaj budynek wybudowany został w 1865 roku.




Budynek z 1865 r. istnieje do chwili obecnej. Murowany z cegły, w stylu neogotyckim. Orientowany, na rzucie prostokąta, wnetrze jednoprzestrzenne nakryte stropem belkowym. Elewacja frontowa i tylna z centralnym ryzalitem mieszczącym pierwotnie zwieńczony ostrołukowo portal wejściowy (obecnie w powiększonym otworze prostokątne wrota wjazdowe), nad nim dwa częściowo zamurowane ostrołukowe okna z maswerkami doświetlające pierwotnie chór muzyczny. Ryzalit wieńczy rozetowy fryz opracowany w tynku. Po bokach ryzalitu dwa zwieńczone ostrołukowo okna z maswerkami (obecnie w dolnej części zamurowane). Nad ryzalitem dwa ostrołukowe okna i centralna blenda. Szczyt elewacji wieńczy ceglany fryz kroksztynowy, po bokach i centralnie elewacja zwieńczona sterczynami z iglicami. Elewacje boczne sześcioosiowe ze zwieńczonymi ostrołukowo oknami z maswerkami (analogiczne jak w elewacji frontowej i tylnej), w dolnej części zamurowanymi. Budynek nakryty dachem dwuspadowym krytym dachówką esówką.
 http://holland.org.pl/art.php?kat=art&dzial=polska&id=12_1


Po 1945 roku, budynek świątyni przeznaczono pod magazyn dla tutejszego PGR-u, przez jakiś czas podobno był w nim sklep, a obecnie stoi pusty i popada powoli w ruinę. 
Za domem modlitwy znajdują się smutne resztki XVIII wiecznego cmentarza. Zachowało się niewiele i tylko pozostałości głównej alei mówią o jego świetności.
Cmentarz został założony na planie prostokąta na początku XVIII wieku i użytkowany był do końca II wojny światowej. Pierwotnie istniały na tym cmentarzu dwie prostopadłe aleje dzielące go na cztery kwatery. Do obecnych czasów zachowała się tylko piękna aleja starych lip, którą posadzono dokładnie na osi pobliskiego zboru. Obecnie cmentarz jest bardzo zniszczony i zaniedbany, chociaż nie zarośnięty. Z dawnych form upamiętniających pochówki mennonickie nie zachowało się na nim zbyt wiele. Dawniejsze tumby ze sztucznego kamienia zostały wywiezione. Pozostały jedynie trzy tablice inskrypcyjne: dwie granitowe oraz fragment tablicy z piaskowca. Wszystkie mają wyryty krzyż łaciński. Ponadto zachowały się nagrobki rodzin Pennerów i Bartelów.
http://encyklopedia.warmia.mazury.pl/index.php/Cmentarz_mennonicki_w_Jeziorze 





Ostatni starszy gminy  Cornelius Dirksen z Markus nie opuścił rejonu gminy w 1945 r. Pozostał i pomimo wielu trudności służył tym, którzy jak on nie chcieli porzucić swojej ziemi. Jego żona zmarła 1947  a jego samego w październiku tegoż samego roku wydalono. Wyszperałem jeszcze taką sygnaturkę:
Dirksen, Cornelius w Markushof 1923 ältester
der Gem.Thiensdorf * 25.07.1875 w Lichtfelde
+ 2.03.1951 w Wasseralfingen      (w  Badenii-Wirtembergii)
P: M.Gem.Kal.











W Jeziorze mennonici nie byli jedynymi mieszkańcami. Obok mieszkali ewangelicy, do których należał kościół pierwotnie pobudowany w 1631 roku. Uległ on jednak spaleniu. Odbudowywany, poddawał się zniszczeniom kilkukrotnie. Z jedną z odbudów związana jest niesamowita ciekawostka, mówiąca wiele o charakterze ówczesnych wiernych. Kościół Wniebowzięcia NMP w 1752 był bliski zawalenia. Władze, którym podlegali parafianie Jeziora, wydały zgodę na pobudowanie nowej świątyni pod warunkiem, że zostanie to uczynione ..... w 24 godziny [SIC!]. I ci ludzie zrobili to! Najpierw obudowali stary kościół murami zewnętrznymi po czym zburzono go wewnątrz.

1888 rok był rokiem wielkiej powodzi na Żuławach, która tyn razem też zniszczyła kościół w Jeziorze. Odbudowano go w latach 1898-1899 w centrum wsi na planie prostokąta z wieżą od zachodu, w której, w dolnej części znajduje się kruchta. Budowlę wzmocniono przyporami jednak dzisiaj bez trudu można zobaczyć pęknięcia ścian powstające na skutek osiadania ciężkiej, ceglanej budowli powoli zapadającej się w byłe dno jeziora Druzno.

Obok kościoła stoi pomnik upamiętniający poległych w I wojnie mieszkańców okolic jak i samego Jeziora. 







W północnej części wsi można przejechać nad rzeką Tyną po jednym z najstarszych w Polsce moście zwodzonym. Zbudowany w 1895 roku, a jego całkowita długość wynosi 39,2 m. Jest to konstrukcja o trzech przęsłach, z których środkowe jest dwuskrzydłowym przęsłem podnoszonym. Przęsła oparte są na filarach i przyczółkach murowanych z kamienia. Przęsło zwodzone skonstruowane jest z dwóch symetrycznych klap o wymiarach 6 x 4 m. Klapy wykonane są z dźwigarów połączonych poprzecznicami i zamocowane na filarach za pomocą łożysk z czopami umożliwiającymi obrót. Obecnie most jest zamknięty dla żeglugi.

czwartek, 15 października 2015

XIX- wieczna siedziba sekty.

Wysoka - wieś  w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie elbląskim, w gminie Rychliki. Nazwa wsi nawiązuje do jej geomorfologicznego położenia względem Jez. Druzno, którego oczywiście dawno tu nie ma. Zapis lokacyjny, prawdopodobnie na prawie pruskim, z 12 maja 1244 roku w Toruniu przez mistrza krajowego Zakonu Henryka von Weida wspomniane są dobra - 60 łanów -późniejszej wsi Wysoka które mistrz sprzedał Dietrichowi von Brandeis. Obejmowały one dobra, które wcześniej otrzymał do osadzenia chłopami Gebhard Ślepy (Cecus) i przyległą wieś pruską, leżącą nieco wyżej. Zapisano tu również miejsca dwóch młynów nad Brzeźnicą i strugą Wysoka (niewykluczone, że nad Marwicką Młynówką). Nabywca otrzymał również prawo do pobudowania kościoła parafialnego od całości zaś płacić miał czynsz rekognicyjny ( osobisty) i na tej podstawie domniemywać można właśnie, że wieś zakładana była na prawie pruskim ponieważ taka forma opłat była dla niego charakterystyczna. Wysokość opłaty mogła np.: wynieść 6 skojców co odpowiadałoby ok. 300 jajkom. Plus oczywiście obowiązek stawania zbrojnego na wezwanie zakonu, co w przypadku lokowania na prawie pruskim było uciążliwe, ponieważ prawo to zakładało obowiązek stawienia się większej ilości zbrojnych niż w przypadku prawa chełmińskiego. Nic dziwnego więc w tym, że to drugie prawo lokacyjne cieszyło się większą popularnością wśród właścicieli wsi. 
Nazwa Hohendorf wspomniana jest po raz pierwszy 6 stycznia 1321 roku w przywileju lokacyjnym na prawie chełmińskim wydanym przez znanego już Lutera (lub Lutra) z Brunszwiku, komtura dzierzgońskiego dla Mikołaja von Sevelt. Dobra obejmowały 40 łanów. 1 łan używany przez Krzyżaków wynosił w zaokrągleniu 18 hektarów, więc przyjąć można, iż obszar rolniczy dla Wysokiej wynosił 720 hektarów, z czego 180 przypadało na sołtysa. Dodatkowo wzmiankowana jest karczma i niedokończony młyn na miejscu dzisiejszych resztek w Grądowym Młynie.
W okresie konfliktu polsko - szwedzkiego w XVII wieku wieś doznała znacznych strat spowodowanych przez wojska obu stron jak choćby trzykrotne "wizyty" polskich maruderów spod Pasłęka w 1629 roku.



Dobra Wysokiej na przestrzeni dziejów były w posiadaniu kilku znamienitych rodów wschodniopruskich jak chociażby von Kunheim (Kuenheim), o których więcej napiszę przy okazji wpisu o Judytach albo wspomniany wcześniej ród von Zehmen (Czema).  Inne rody to von Lehwald, von Brederlow i von Below - o nich także wkrótce przy okazji opisywania rodowych posiadłości.

W 1785 roku majątek w Wysokiej przeszedł w ręce Emiliusa Fryderyka Magnusa hrabiego Rzeszy von Deonhoff pochodzącego z linii Doenhoffów z Friedrichstein nad Pregołą, z tych samych, którzy posiadali w tamtym czasie majątek w Kwitajnach. Emilius zasłużył się budową pałacu w latach 1803-1806 jak i co ciekawe, sprowadzeniem sekty religijno-mistycznej, która swoją nazwę wzięła od nazwiska założyciela Johanna Georga Gichtela - gichtelian. W pewnym sensie historia dokonała pewnej wolty w Wysokiej - wieś swego czasu była w posiadaniu rodu von Kunheim a przez małżeństwo weszła do niego córka Lutera, teraz zaś zamieszkali tu ludzie ostro krytykujący luterianizm i odrzucający jego nauki. Nazywali siebie także bezżeńcami i Braćmi Anielskimi, dążyli bowiem do uwolnienia się od wszelkich cielesnych pożądań aby upodobnić się do aniołów, w czym małżeństwo niewątpliwie im przeszkadzało.
Kolejny właściciel Wysokiej Aleksander Ewald von Below - Hohendorf (przydomek od niemieckiej nazwy Wysokiej) w latach 1843 - 1882, również należał do gichtelianów. Ciekawi mnie jaki związek miała jego przynależność z faktem, iż jego krewni z rodu, trzej bracia Karl, Gustav i Heinrich von Below założyli własną sektę wyznaniową nazwaną belowianami, gdzie impulsem miało być cudowne nawrócenie się lekkomyślnego dotąd Henryka. Niemniej był człowiekiem dobrze wykształconym i przygotowanym by aktywnie uczestniczyć w działalności gospodarczej i politycznej kraju. Below należał do czołowych polityków wschodniopruskich . W 1867 roku został wybrany posłem z pasłęcko-morąskiego okręgu wyborczego do parlamentu Związku Północno- Niemieckiego. Przypisywano mu przeforsowanie powszechnego i równego prawa wyborczego. W Wysokiej gospodarzył z dużym powodzeniem, aktywnie wspierał lokalne inicjatywy społeczne. Po pożarze Pasłęka z 16 maja 1845 roku, przekazał miastu 100 talarów na rzecz poszkodowanych. W 1877 roku zakupił za dużą sumę płaskorzeźbę wykonaną w drzewie dębu przez pastora Wilhelma Grzybowskiego z Rychlik - "Głowa Chrystusa w koronie cierniowej" (Ecce Homo!), nagrodzoną na wystawie dzieł sztuki w Paryżu w 1867 roku i podarował ją rychlickiemu kościołowi. Dzieło to jest do dzisiaj jednym z cenniejszych kościelnych utensyliów.


W Wysokiej pojawiła się jeszcze jedna znana postać, która niejako łączy gichtelian z belowianami mającymi znaczne poparcie w rodzinie Puttkamerów. Właśnie z tej rodziny pochodziła żona Ottona von Bismarcka, będącego przyjacielem  Aleksandera Ewalda von Below. Bismarck będąc jeszcze posłem w Sankt Petersburgu w latach 1859-1862 a potem jako kanclerz, często bywał gościem von Belowa. Znamy nawet ulubione miejsce kontemplacji Żelaznego Kanclerza - był nim pagórek umiejscowiony niedaleko cmentarzyka rodzinnego i romantycznej kapliczki.  Wzniesienie 31,1 m n.p.m., położone na wschód od parku dworskiego, nazwano później "Pagórkiem Bismarcka" (Bismarckhügel) - rozciąga się stąd piękny widok na jezioro Druzno, Elbląg i Wysoczyznę Elbląską.
Pobyt Bismarcka jesienią 1859 roku u Belowa w Wysokiej przedłużył się nieoczekiwanie, gdyż zachorował na zapalenie płuc. Pozostał więc do marca 1860 roku, a opiekę lekarską nad nim sprawował pasłęcki lekarz - doktor Karl Benjamin Beck (1814 - 1895), pierwszy honorowy obywatel tego miasta.







Po śmierci von Belowa w roku 1882 majątkiem ziemskim zarządzali kolektywnie kapitan Pirch i Edmund Poyda, a następnie Rudolf Menthal i Otto Michaelis (1882 - 1896). W latach 1896 - 1922 zarządcą był Gustav Skirl, który położył znaczne zasługi w odwadnianiu naddruzeńskich łąk. Ich łączna powierzchnia osiągnęła wówczas poziom 600 ha. Prace odwadniające prowadzono na trzech polderach i ukończone je w 1912 roku. Zmodernizował młyn w Grądowym Młynie. Wspierał finansowo Dom Małego Dziecka w Nowym Dolnie, a przy jego znacznej pomocy finansowej wybudowano w Pasłęku w latach 1920 - 1922 halę gimnastyczną z zapleczem (obecny Pasłęcki Ośrodek Kultury). Skirl przewodniczył także pasłęckiej ochotniczej straży pożarnej, której podarował w 1906 roku trzystopniową - rozsuwaną drabinę amerykańską, długości 18 metrów. Większość obszernych i funkcjonalnych zabudowań gospodarskich, istniejących częściowo w Wysokiej, została przez niego wybudowana.

Ostatnią zarządzającą majątkiem była w latach 1922 - 1945 Zofia Thon, znana z dobrotliwości, szacunku dla podległych robotników i nieustającej pomocy dla potrzebujących (podobno z takich cech słynęli gichtelianie). Po 1933 roku, gdy na podstawie ustawodawstwa hitlerowskiego rozwiązano wszystkie sekty, Wysoka weszła w skład tak zwanej Fundacji Ericha Kocha - gauleitera Prus Wschodnich (E. Koch - Stiftung). Przechowywano tu między innymi łupy gauleitera, zrabowane na terenach wschodnich. 
Z tego też powodu pałac został wysadzony w 1945 roku, przy czym są różne wersje co do sprawców zniszczenia. Gichtelianie pozostali tu do końca wojny, a Zofia Thon w wieku 90 lat zmarła podczas ucieczki przed wojskami sowieckimi w styczniu 1945 roku. Majątek miał wtedy 1628 ha, w tym 303 ha lasu leżącego w okolicy Starego Dolna, zwanego Lasem Wysoka (Hohendorferwald) - zatrudniano tu leśniczego, dwóch stałych robotników leśnych i trzech sezonowych. W latach 1945 - 1990 Wysoka była Państwowym Gospodarstwem Rolnym, później własnością Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, obecnie znajduje się w rękach prywatnych.







piątek, 9 października 2015

Topolno Wielkie - w stylu Neudeck

Sporych rozmiarów dwór z drugiej połowy XIX wieku, w wyniku dwóch podpaleń [sic!] w roku 1995, znajduje się obecnie w stanie zupełnej ruiny. Gdyby dotrwał do czasów teraźniejszych, stanowiłby piękny przykład budowli dworskiej typu Neudeck charakterystycznej dla Prus Wschodnich XIX i początku XX wieku. Określenie typu wzięło się od miejscowości o tej nazwie, obecnie - Ogrodzieniec w powiecie iławskim. To właśnie tam znajdował się pałac, w którym mieszkał feldmarszałek i prezydent Rzeszy Paul von Hindenburg i tam też dokonał żywota. Sam pałac, splądrowany i podpalony 1945 przez żołnierzy armii czerwonej, ostatecznie rozebrany został w 1950 roku. 

Neudeck 1860
Pałac Hindenburga 1928

Zachowane obrazy pałacu dają pewne wyobrażenie o tym jak wyglądał budynek w Ogrodzieńcu i w Topolnie Wielkim. Chociaż w tym ostatnim stoją jeszcze ruiny.


Wieś, będąca dawnym majątkiem ziemskim, położona jest dość malowniczo - na skraju Żuław, na niedużym płaskowyżu. Podziwiać można stąd panoramę depresji Jez. Druzno, da się dostrzec Elbląg i w oddali Wysoczyznę Elbląską. 
W zapisach źródłowych Topolno pojawia się 12 marca 1582 roku wraz z potwierdzeniem praw Fabiana von Zehmen (Czema) do dóbr w Giślu, Wysokiej i Topolnie właśnie. Kolejna wzmianka pojawia się dopiero w lutym 1629 roku i dotyczy splądrowania wsi przez maruderów polskich związanych, jak podejrzewam, z polsko-szwedzką bitwą pod Górznem z 12 lutego 1629 roku, kiedy to Szwedzi pod dowództwem Hermana Wrangla przerwali blokadę Brodnicy jaką założyli Polacy dowodzeni przez Kasztelana kamienieckiego Stanisława Rewerę Potockiego herbu Pilawa.
Według J. Goldebcka, w 1785 roku był tu folwark i wieś. Od roku 1818 folwark ten należał do dóbr szlacheckich w sąsiedniej Wysokiej. 
W następstwie dużego pożaru z 4 listopada 1841 roku spłonęła częściowo wieś, a w majątku cztery stodoły i trzy obory ze zbożem i sprzętem rolniczym.W 1885 roku pałac w Topolnie Wielkim został przebudowany, przy czym zachowano jego piękny dach mansardowy. W 1859 roku ówczesny właściciel majątku - Adolf von Besser rozpoczął budowę młyna wodnego w pobliżu tutejszego stawu. Młyn te zachował się jeszcze do czasów przedwojennych. W 1875 roku we wsi żyło 128 mieszkańców. 
Wspomniany Adolf von Besser był m.in. przewodniczącym związku kombatanckiego, założonego w Rychlikach po wojnie prusko-francuskiej 1870/71. Dowodził on też kompania honorową w czasie odsłonięcia pomnik kajzera Wilhelma w Pasłęku, w dniu 22 marca 1897 roku. Pomnik ten erygowano przed kościołem św. Bartłomieja, a w czasie I wojny światowej został przetopiony na amunicje. Zaflancowane wówczas dęby rosną w tym miejscu do dzisiaj. 
Z dniem 1 czerwca 1881 roku Topolno wraz z Wysoką, Grądowym Młynem, Stankowem, Nowym Kępniewem i Topolnem Małym - przyporządkowano parafii ewangelickiej w Rychlikach. Pod koniec XIX wieku majątek przeszedł w ręce niejakiego Williama Schmidta, który był jego właścicielem do 1925 roku. Pochowany został w cmentarzu dworskim znajdującym się na skraju głębokiego jaru, którym płynie ciek Topolka, przy drodze do Wysokiej. 
Od 1925 roku aż do końca wojny gospodarzył tu Maksymilian Worczewski z żoną Marią, dotychczasowy dzierżawca dóbr Dohnów w Ławkach (Dohna - Lauck). Miał 343 ha ziemi, 60 koni i 80 krów. 
Przed wojną Topolno Wielkie z Topolnem Małym i Nowym Kępniewem liczyło 630 ha ziemi, było tu w sumie 37 domów, w których łącznie 284 mieszkańców - ewangelików, spośród których tylko 4 było katolikami. 
W czasie drugiej wojny, w majątku Worczewskich w Topolnie pracowało m.in. dziewiętnastu polskich robotników przymusowych, pięciu francuskich jeńców wojennych, a pod koniec wojny - kilkunastu jeńców włoskich. Latem 1944 roku niektórych z nich, w tym też Polaków, wywieziono w okolice Królewca, gdzie kopali okopy. Kilku zmarło na tam krwawą biegunkę . Ewakuacja wsi nastąpiła 22 stycznia 1945 roku w kierunku Starego Dolna, a konwój uciekinierów został rozwiązany 26 lipca 1945 roku w Söhlde koło Hanoweru. 
Po wojnie majątek zajęty był przez dłuższy czas przez wojska sowieckie. Tutaj zastrzelono za niesubordynację przy pracy, ostatniego niemieckiego wójta Rychlik - Otto Schwarza. 
Losami tego pałacu żywo interesowała się pani Marianne Hasse z domu Worczewski, córka ostatnich właścicieli tych dóbr (zmarła w 1996 roku w Söhlde). Jak wiadomo, w 1995 roku, w niewyjaśnionych okolicznościach, pałac uległ zniszczeniu w następstwie dwóch podpaleń. Wieść gminna niosła, że te podpalenia były bardzo na rękę” ówczesnemu właścicielowi pałacu z Elbląga. 
Obecnie wieś jest jednym z nieprzebranej ilości przykładem tego jak podupadają byłe 
PGR-y.


czwartek, 8 października 2015

Mała wieś z wielką historią w tle.

Stare Dolno pod tą nazwą występuje od 12 listopada 1946. Wcześniej było Alt Dollstädt. To pierwsze, lakoniczne zdanie, zdawałoby się, że niewiele mówi. A jednak... Przecież te ziemie zostały "wyzwolone" znacznie wcześniej, przecież niemcy (celowo piszę mała literą - przez bardzo długi czas po wojnie obowiązywał taki, urzędowy nakaz) podpisali kapitulację w maju 1945 (8 maja, drugi raz musieli podpisywać przed rosjanami) , to czy nie można było zmienić nazwy wcześniej. Co się działo przez pół roku 1945 i prawie cały 1946 ?

"Wyjęli skrzynie z ziemi. Jedną pełną talerzy płaskich i głębokich, filiżanek, dzbanków, spodeczków i miseczek. A każda rzecz była biała ze złotym rąbkiem, z tak delikatnej porcelany, że przeświecało przez nią światło. Wszystkiego po 24 sztuki. Drugą skrzynię wypełniały kryształy i patery. Tobie jeden talerz, tobie drugi, tobie filiżanka, tobie dzbanek. Rozdawał równo, nawet temu, którego przyłapali w nocy na wynoszeniu po cichu ze spichrza worków z ziarnem (odstawili mu drabinę, spadł z wysokości, miał szczęście - nic mu się nie stało, ale potem za karę będzie jechał do domu na czele konwoju sań przez zamarznięte, zaminowane bagna).                                                     Niusia wyniosła z piwnicy waz do zupy ze złotym rąbkiem, biały talerz w złote lilie, kryształowy koszyczek z rączką, kryształową solniczkę i piprzniczkę na rzeźbionej podstawce oraz przekonanie, że musieli tu mieszkać bogaci Niemcy." 
 1945 Wojna i Pokój, Magdalena Grzebałkowska, Warszawa 2015.

W 1945 roku Alt Dollstädt nie miało nazwy i pewnie też nikt tam nie mieszkał. Było tylko miejscem pozyskiwania wszelkich dóbr pozostawionych przez uciekających mieszkańców.Być może zostało tak dokładnie "odzyskane", nie brakło chętnych by tam zamieszkać przez większość 1946 roku. 
Przykład dali rosjanie - zdemontowali linię kolejową razem ze stalowym mostem [sic!] w ramach reparacji wojennych. Zszabrowali, w majestacie tworzonego przez siebie prawa, linię kolejową! I to nie jedną - przecież rabowali wszędzie. Ale to jest inna historia, a w zasadzie inny jej fragment.

 

Ciekawie robi się, z obecnego punktu widzenia, w roku 1811, kiedy to generał Scharnhorst zakupił majątek w Starym Dolnie, które to w owym czasie położone było nad Jez. Druzno [sic!]. Miało to być miejsce wytchnienia i odpoczynku od spraw wielkiego świata. Rzecz w tym, że Scharnhorst był postacią zbyt wielkiego kalibru, aby historia o nim zapomniała i dała odetchnąć. 
Generał Gerhard Johann David von Scharnhorst urodził się 12 XI 1755 roku w dobrach Bordenau, jako syn hanowerskiego chłopa. Do historii przeszedł jako, przede wszystkim, reformator armii pruskiej. Przygodę z wojskiem rozpoczął od szeregów armii hanowerskiej, w której jego ojciec był wachmistrzem pułku kawalerii. W służbie pruskiej od 1801 roku. Oczyścił korpus oficerski z ludzi nieudolnych i skompromitowanych co spotkało się z ostrą reakcją junkrów dla których armia pruska była "cieplą posadką". Zlikwidował kary cielesne stosowane wobec żołnierzy. Przeforsował rozkaz, na mocy którego o awansie decydowały umiejętności i żołnierskie walory. Plan Scharnhorsta przewidywał nie tylko zmodernizowanie armii, ale przede wszystkim uczynienie z niej armii narodowej. W związku z tym usiłował odstąpić od starej pruskiej zasady poborowej, polegającej na przydziale rekrutów z jednego kantonu do pułków kantonalnych, a wprowadzić skróconą służbę wojskową, rozmieszczając poborowych w różnych okręgach kraju, czego jednak nie udało mu się zrealizować. Mimo tego potrafił obejść żądanie Napoleona, zezwalające na utrzymanie 42 tys. armii, przez zwalnianie po miesiącu części rekrutów i zaciąganie nowych, w ramach tzw. Krümpersystem (początkowo pięciu nowych rekrutów miesięcznie do każdej kompanii, a później coraz więcej). Utworzył tym samym rezerwę z ludzi, którzy choć trochę zapoznali się z rzemiosłem wojskowym.

Prusy Wschodnie Scharnhorst miał okazję poznać po raz pierwszy w litopadzie 1806 dzięki Napoleonowi. Wtedy to przebywał w regionie razem z resztkami pruskiej armii pokonanej w bitwie pod Jeną, gdzie 14 października 1806 roku wojska pod dowództwem Bonaparte rozgromiły wojska Fryderyka Wilhelma III. Ostatecznie Królestwo Prus dostało się pod panowanie Francji.
Scharnhorst pisał z Gdańska:
"Czuję się tu zupełnie inaczej, jest to przedsmak tego, co spotkałem na pierwszym pruskim posterunku..."
Z Gdańska pojechał do Welawy i dalej do Królewca - poznając Prusy Wsch. - pisał:

"Jest to szczególny kraj, leżący na granicy między klimatem chłodnym i umiarkowanym. Kożuch są tu na porządku dziennym, konie nieduże, ale biegają całkiem nieźle, dużo zagajników, wilków, dobre ziemie i dużo bydła, mało natomiast ubikacji. [sic!] To jest świat, w którym aktualnie przebywam..."
 W krwawej bitwie pod Pruską Iławą 8 lutego 1807 r., gdzie Prusacy otrzymali znikomą pomoc ze strony swych sprzymierzeńców Rosjan, zrozumiał, że są jeszcze szanse na pokonanie armii napoleońskiej. W tym czasie był szefem sztabu u starego generała von Lestocq’a. Po bitwie otrzymał w pełni zasłużony Pour le mérite, tytuł hrabiowski i przyimek von przed nazwiskiem. Po kolejnych bitwach pod Bartoszycami, Heiliegenbeil (ros. Mamonowo), Lidzbarkiem Warmińskim (10 VI ) i Frydlandem (14 VI ) zawarto 7 lipca 1807 r. pokój w Tylży (obecnie Sowietsk). Po bitwie pod Frydlandem (ros. Prawdinsk) gen. Scharnhorst przebywał w tym czasie w Kłajpedzie (niem. Memel), gdzie wszystko było okropnie drogie” i nie mógł kupić swojej córce korali bursztynowych z okazji jej urodzin. Na początku 1808 r. przybył do Królewca, gdzie spędził dwa lata, podczas których przedsiębrał jedną podróż do St. Petersburga. To właśnie w Królewcu pracował intensywnie nad przebudową pruskich sił zbrojnych. W okresie królewieckim zdarzyło mu się przyjemne zdarzenie, gdy córka Julia, szczególnie mu bliska po śmierci żony (miał jeszcze dwóch synów, służących jako oficerów) wyszła za mąż w Kamieńcu k. Susza (niem. Finckenstein) za hr. Friedricha zu Dohna-Schlobitten, późniejszego feldmarszałka, syna Friedricha Aleksandra zu Dohna, ówczesnego dziedzica Słobit k. Pasłęka. Później okazało się, że królewiecki okres był najszczęśliwszym w jego życiu. W sierpniu 1811 r. wrócił ponownie do Prus Wschodnich, postanowił bowiem pozostać na tej ziemi dłużej. W tym celu nabył właśnie od państwa pruskiego majątek w Starym Dolnie z czego cieszył się nieopisanie”. Pisał:
Piękne Żuławy przede mną, uprzejmi i gościnni mieszkańcy, stada owiec i bydła, wszystko to dla mnie było niecodzienne i miłe"
Odżyła w nim dusza syna chłopa, teraz on był bowiem gospodarzem szedł przez własne dobra, przez własne obory, stajnie i stodoły”, pisał:
 Teraz, gdy wychodzę na pola, okolica ofiarowuje mi piękne widoki, przede wszystkim na Elbląg, na Wzniesienia Elbląskie, co jest tak piękne, jak można to tylko sobie wyobrazić”(...). Gorliwie wziął się więc do pracy w domu, ogrodzie, za ziemię orną, zamierzał powiększyć stan bydła, o ile znajdę w Elblągu odbiorców wołowiny”. 
Urządził mieszkania dla 14 robotników folwarcznych. 
Stare Dolno podoba mi się z dnia na dzień coraz bardziej, jest tak pięknie położone jak tylko sobie można wymarzyć”  (...)z prawdziwą pasją poznaję wciąż to nowe i przyjemne strony życia”.
Początek miał tu jednak nieco mniej zachęcający, gdyż zarówno zabudowania dworskie jak i ziemia uprawna były zapuszczone, tylko las przynależny do majątku robił dobre wrażenie. O swych pierwszych doznaniach nie omieszkał napisać do swej córki Julii, dziedziczce na Kamieńcu”. Stwierdził jednak, że ziemię należy tylko dobrze uprawiać, gdyż jest tak urodzajna, że o plony można być spokojnym. W skład dóbr wchodził browar, kilka dużych stawów, w których hodowano karpie oraz samodzielna leśniczówka. Niestety, nie dane mu było długo cieszyć się wiejskim spokojem życia w Starym Dolnie, ponieważ już zimą 1811 r. musiał wrócić do Berlina. Przyjął ze zdziwieniem fakt, że oto okazał się potrzebny, gdyż powszechnie uznawano go za spiskującego przeciwko Napoleonowi. Opuszczał więc prowincję z dużymi rozterkami wewnętrznymi”. Rok 1813 okazał się przełomowym i równie tragicznym w życiu gen. Scharnhorsta. Został szefem sztabu armii Gebharda Leberechta v. Blüchera, późniejszego zwycięzcy spod Waterloo, osiągnął więc wyżyny swych możliwości i skuteczności. W tymże roku pierwszy etap zmagań militarnych nie przyniósł żadnej ze stron wyraźnej przewagi. Wojskom rosyjsko-pruskim przeciwstawiała się początkowo tylko armia wicekróla Włoch Eugeniusza Beaharnais, która przez Wisłę i Odrę wycofała się aż do Łaby. Projekt Scharnhorsta, zniszczenia jej zanim Napoleon z nowymi siłami stanie w Niemczech, nie został zaakceptowany. Pozwoliło to Napoleonowi na szybki marsz wzdłuż Saali w kierunku Lipska, gdzie w ciężkiej bitwie w pobliżu Lützen pod wsią Gross Görschen 2 maja 1813 r. odniósł zwycięstwo nad wojskami sojuszniczymi. Oglądając pobojowisko król Prus Fryderyk Wilhelm III, porównał bitwę do podobnej pod Auerstädt z 1806 r. i powiedział - Jest zupełnie jak pod Jeną widzę się ponownie w Kłajpedzie”. Z jego poprzednią ucieczką do Kłajpedy (niem. Memel) wiązało się dowcipne powiedzenie berlińczyków, które rymuje się tylko w języku niemieckim: Unser Demel ist in Memel (dosłownie: Nasz głupek jest w Kłajpedzie). Gen. Scharnhorst został tu ciężko ranny w nogi i mimo wielu wysiłków lekarzy, zmarł 28 czerwca 1813 r. w szpitalu w Pradze. Na śmierć Scharnhorsta” - taki nekrolog-wiersz poświęcił mu później wschodniopruski poeta Max v. Schenkendorf.

Dwór z parkiem w Starym Dolnie usytuowany jest w centrum wsi, po lewej stronie drogi Brudzędy - Powodowo. Zbudowany został pod koniec XIX wieku przez berlińskiego przemysłowca, który kupił majątek w 1890 roku, za pieniądze zarobione ze sprzedaży piasku wykorzystywanego do naprawy wałów przeciwpowodziowych. W kolejnych latach dwór był przebudowywany. Ostatnimi niemieckimi właścicielami była rodzina Schwichtenberg. Obecnie obiekt pełni funkcję wielorodzinnego budynku mieszkalnego. Wnętrze (klatka schodowa) dekorują: stolarka balustrady schodów z datą 1897 oraz posadzka. Obok dworu znajduje się zaniedbany park.






czwartek, 1 października 2015

Zaprzepaszczone piękno - Pudłowiec

Pałacyk w Pudłowcu urzeka pozostałościami angielskiego neogotyku, który charakteryzuje się tym, że większość powierzchni budowli ozdobiona jest pionowymi liniami. Ten styl sprawia, iż mam wrażenie jakbym patrzył na szkic jakiegoś malunku, obrazu.

Budynek pałacu składa się z dwóch i pół kondygnacji ozdobionych wieżą. Ściany zewnętrznej strony pałacu w dużej mierze nadal wieńczą zdobienia w postaci wspomnianych w charakterystyce angielskiego neogotyku laskowań w kształcie żerdek i przegródek. Owa wieża, z balkonikami we wszystkie 4 strony świata najbardziej zwraca uwagę i jednocześnie określa pałacyk. Podobnie jak zwieńczenia skrzydeł. Budynek pochodzi z lat '60 XIX wieku i szkoda wielka się stała, że podupadł do takiego stopnia.

(zdjęcie pochodzi z książki : Städte und Dörfer im Kreis Mohrungen auf alten Ansichtskart)

i jeszcze szybko o historii miejscowości:
Pudłowiec jest wsią leżącą w Pomezanii na obszarze Pojezierza Iławskiego, administracyjnie należącą do gminy Stary Dzierzgoń. Najbliższe wsi większe miejscowości to Dzierzgoń, Stary Dzierzgoń i Zalewo leżące w odległości kolejno : 12, 14 i 16 kilometrów od wsi. Pudłowiec datuje swój początek na drugą połowę XVI wieku kiedy to, w ramach poszerzania dawnych dóbr rycerskich Lippitz założono w odległości 2,5 kilometra od wsi Lipiec folwark Paudelwitz. Pierwsza wzmianka w oficjalnych dokumentach dotyczących Pudłowca pojawia się w 1563 roku i określa wielkość folwarku na 9 włok. W 1782 roku na terenie folwarku funkcjonują cztery gospodarstwa. W 1858 roku wymienione zostaje pięć gospodarstw zamieszkiwanych łącznie przez przez 57 mieszkańców, tuż przed drugą wojną światową w latach 1937-39 ilość ludności sięgnęła 97 mieszkańców. Od czasu powstania do początku XVIII wieku folwark funkcjonował jako integralna część majątku Lippitz, przełom stuleci przyniósł zmianę obecnego status quo i uniezależnienie się folwarku który na ten czas przeszedł w ręce braci Dreher. W wyniku śmierci braci którzy umarli nie pozostawiając żadnych spadkobierców folwark przechodzi w posiadanie rodziny Popławski. Rok 1860 przynosi ślub córki właścicieli folwarku Amelii Popławski z lekarzem, Ernstem Jeimke. Pod ich wspólnym zarządem folwark wchodzi w swój złoty okres czego znamienitym podkreśleniem jest budowa pięknego pałacu rodzinnego która została zapoczątkowana na początku lat 60-tych XIX wieku. W 1884 roku jedyna córka Amelii i Ernsta Jeimke, Margarethe bierze ślub z Viktorem Fehlauerem, od tego momentu aż do 1945 roku zarówno pałac jak i folwark pozostają w posiadaniu potomków Margarethe i Viktora.